Drive (2011) – jedź do życiowego celu

indeks

Filmy akcji z amerykańskimi samochodami to jest to, co mali chłopcy w ciałach dorosłych mężczyzn uwielbiają. Tego typu obrazy stały się wręcz znakiem rozpoznawczym kina zza wielkiej wody. Czasem trafia się perełka, klasyk kina typu „Znikający punkt”, a innym razem dymiąca kupa uwielbiana przez miliony much autonowela czyli „Szybcy i wściekli” od części drugiej, bo jedynka jeszcze oglądalna. Tego typu filmidła zawsze miały sporą oglądalność, a wielolitrażowe amerykańskie krążowniki świetnie prezentowały się szczególnie w latach 70-tych i 80-tych. Miałem mieszane uczucia przed seansem, ale że akurat tym razem pasowała mi godzina seansu postanowiłem sprawdzić na własnym organizmie przyswajalność tego obrazu.

Główny bohater filmu to typowy outsider. Małomówny, o bliżej nieznanej przeszłości i zupełnie niewiadomej przyszłości. W ciągu dnia pracuje albo jako filmowy kaskader w scenach z autami, lub mechanik samochodowy w zakładzie u znajomego. Jednak clue sprawy jest jego nocna robota… Dorabia (w sumie pewnie zarabia więcej niż w dwóch legalnych pracach) jako kierowca do wynajęcia dla bandziorów. Podjeżdża w umówione miejsce, a następnie odwozi bezpiecznie z miejsca przestępstwa różnych gangsterów. Życie tego nocnego drajwera komplikuje się, gdy w bloku w którym wynajął mieszkanie spotyka atrakcyjną dziewczynę Irene.

Jak na film prezentowany w zwiastunach i różnych innych środkach przekazu przedpremierowego to ten film jest mocno stonowany. Przez duża część trwania tegoż obrazu to dość spokojna i stonowana opowieść. Jednak to wcale nie jest żadnym minusem, skądże! Bardzo ciekawie komponuje się szalona jazda głównego bohatera z jego wewnętrznym i zewnętrznym spokojem. Jednak on aż kipi od emocji… którym to  kilkukrotnie daje upust. I bardzo dobrze, bo każde ciśnienie wzrasta tylko do pewnego momentu, później jego upust jest zupełnie niekontrolowany – nawet, jeśli tyczy się to ludzkiej emocjonalności. Nasz główny bohater za kółkiem jest zupełnie innym człowiekiem, tutaj naprawdę to on kieruje, kontroluje sytuację i nie ma żadnych przeszkód, z którymi by się nie uporał. Jednak poza „pancerną” obudową podrasowanych fur jakimi się porusza staje się dość nieporadnym życiowo typem, który stara się nie rzucać w oczy, nie walczy o każdy kęs życiowego tortu. Jemu raczej życie poza samochodem przepływa przez palce. Lecz każdemu, nawet biernemu oglądaczowi życia trafiają się momenty, kiedy może wiele zmienić. Takim momentem jest poznanie młodej matki Irene. Delikatna uroda Carey Mulligan świetnie komponuje się w tym przesyconym spoconymi i uwalonymi smarem i krwią mężczyznami świecie. Taki punkt odniesienia, w którym znajduje się tylko dobro – nie na darmo jest blondynką, a gdyby to był western jeździłaby na białym koniu. Ona jako kobieta o twarzy iście anielskiej, delikatna, bezbronna, niewinna, matka opiekująca się małym synkiem to idealny typ, który w wyidealizowanym świecie sprawia, że mężczyźni gotowi są przenosić góry, wywoływać wojny i walczyć do ostatniego naboju w jej obronie. Kierowca gotów jest dla niej na największe poświęcenie byleby świat, do jakiego przez chwilę został wpuszczony mógł trwać nadal. Czuć napięcie pomiędzy Ireną, a jej nowym sąsiadem – jednak tutaj owe uczucie jest mocno wyidealizowane, niesplugawione czymś tak banalnym jak cielesne rozkosze.

Owe stonowanie w filmie, który wydawał się być tylko kolejnym akcyjniakiem z dużą ilością rozwalonych aut, roznegliżowanych panienek to ciekawe zagranie. Całość wręcz kipi nawiązaniami i stylistyką filmów z lat 70-tych i 80-tych klasy B. Główny bohater to wręcz kalka z postaci, jakie wielokrotnie odgrywali Eastwood i McQueen. Nawet zaopatrzono go w jakiś mocno charakterystyczny element – mamy tu i wykałaczkę, jak i rękawiczki zakładane tylko do jazdy wyczynowej oraz charakterystyczna mocno kiczowata biała kurtałka ze skorpionem na plecach. I te atrybuty mocno oddają osobowość kierowcy, który został rzucony w otchłanie i odmęty filmu, w którym z minuty na minutę temperatura podnosi się, pomimo że tempo wydaje się powolne czuć narastające napięcie. Postać zagrana przez Ryana Goslinga intryguje poprzez swą tajemniczość, pewność siebie i stanowczość za kółkiem, jednocześnie czujemy jakąś podskórną obawę odnośnie tego typa, ale i wzbudza sympatię. W tym człowieku walczą ze sobą odmienne żywioły, które wewnętrznie go spalają. Jako że autorzy filmu nie dali zbyt wielu wskazówek odnośnie jego przeszłości możemy się tylko domyślać, co sprawiło, że jest tak zimny, opanowany, bezwzględny gdy wykonuje pracę za kółkiem.

Sceny, które dzieją się w nocy zostały świetnie skomponowane i bardzo dobrze współgrają z akcją, jaką oglądamy. Widać nocne plenery Los Angeles, wydaje się, że na ekranach kin już każdy metr kwadratowy dróg w tym mieście został już ukazany, jednak sposób, w jaki bawi się obrazem Newton Thomas Sigel miło łechce kinomańskie podniebienie – nie ma tu żadnego trząchania kamerą ala ADHD i choćby za to należą się oklaski i pochwały. Nawet od strony dźwiękowej jest ok, choć to zupełnie nie moje klimaty, jeśli chodzi o muzykę, jaką mamy okazję usłyszeć w tle. Jednak każdy z kawałków został sensownie dobrany do dziejącej się na ekranie akcji.

Wielokrotnie obraz zalany jest kiczem. Choćby wielokrotnie wspominana scena w windzie, gdzie od całowania przechodzimy do zabijania i to w zwolnionym tempie z ckliwą muzyczką w tle. Brzmi obrzydliwie, ale jednak zostało to tak fajnie wkomponowane i zrobione, że dobrze wpasowuje się w cały film i pomimo kiczowatości nie razi w oczy. Połączenie realizmu, kiczu, ciężkiego klimatu, popularnej muzyczki, ryczących wielolitrażowych bestii na kołach, twardych mężczyzn walczących do końca, kobiet tak delikatnych, że aż nierealnych wydało na świat ten film, film „Drive”. Tym razem warto rzucić okiem.

Jedna uwaga do wpisu “Drive (2011) – jedź do życiowego celu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s