Rocketman (2019) – gejowskie memento

indeks.jpg

Eltona Johna zna chyba każdy kto posiada uszy i do tego są one sprawne bo ilość hitów, które stworzył i tysiące razy dźwięczały nawet gdzieś w tle sprawia, że pamiętamy. Jeśli jeszcze posiadasz sprawne oczy to na pewno kojarzysz dziwnego, łysiejącego typa w odjebanych strojach rodem z pornosów lat 70-tych dla perwersyjnych gejów oraz przecudaczne nakrycia głowy w komplecie z bardzo charakterystycznymi okularami. Do tego jest bardzo znanym homo, choć jak dowiemy się z wypowiedzi z tego filmu – kiedyś ruchał wszystko co się ruszało. I oto właśnie ten pan, dziś multimilioner, mający męża i dwójkę (chyba) dzieci stał się gwiazdą w sensie filmowym. Znaczy zrobiono o nim film fabularny na podstawie jego życiorysu i jak wieść gminna niesie nie został ten film ugrzeczniony.

Fabuła? Kto się interesuje Eltonem ten lepiej zna fabułę, niż ja który obejrzał ten film. Ot młody chłopak ma przerypane w kontaktach z ojcem, który ma go po prostu w dupie i nigdy nie przytulił. Matka… taka trochę tępa dzida, dla której stroje i inne zbytki ważniejsze od dobrych relacji rodzinnych. I mały Elton czyli wtedy jeszcze Reginald Kenneth Dwight wśród tego rodzinnego chaosu. Jedynie babcia zawsze trzymała stronę Reginalda, który jak się w pewnym momencie okazuje ma talent muzyczny i pianino staje się dla niego podstawowym instrumentem po dziś dzień (znaczy teraz to wiadomo stać go to pianino). I powoli patrzymy jak młodzian po szkole zgaduje się z Bernim Taupinem, który staje się jego tekściarzem po dziś dzień. Oglądamy początki kariery, to szaleństwo charakterystycznych strojów i okularów. I tak dalej aż po czasy dzisiejsze.

W sumie jakimś wielkim fanem Eltona Johna nigdy nie byłem, choć jest parę utworów, które całkiem miło się słucha jak lecą w radiu (Sacrifice, Sorry Seems To Be The Hardest Word, Nikita, Can You Feel The Love Tonight, Crocodile Rock), ale nie aż tak bardzo bym ich specjalnie szukał, czy płyty kupował. Jako postać jest on ciekawym przykładem, kiedy od samego początku było czuć, że jest „ciepły”, ale wszyscy udawali że tego nie widzą i bez dysonansu odnośnie orientacji cieszyli się jego muzyką. Taki ewenement na skalę światową. Ale jednak jak zobaczyłem, że taki film powstał stwierdziłem, że trzeba obejrzeć i to nie tylko z powodu bycia zboczeńcem kinomaniakiem zwanym, ale i z czystej ciekawości co do obrazu jaki wyskrobano.

Dobra coby długo nie zwlekać. Są tu wstawki rodem iście z Bollywoooodu… czyli coś czego nie znoszę, co jest ponad poziomem mej akceptacji kinowej wariacji. Jednak tutaj to jest bardziej na zasadzie film muzyczny, czy musical. Pewne momenty z życia Reginalda Dwighta stają się po prostu piosenką – użyty do zilustrowania zostaje jego własny utwór (np. tytułowy Rocketman, Saturday Night’s Alright For Fighting, chyba Tiny Dancer i kilka innych). I wokół tego utworu pokazane są pewne wydarzenia i sytuacje. I kurde to naprawdę w tym filmie trybi! Kolejną rzeczą jest, że dzięki temu można bez studiowania jego utworów dowiedzieć się o czym tak naprawdę jest dana piosenka. Wiele z nich niby wesołych, tekstowo niby o popierdółkach, ale teraz zupełnie inaczej będę patrzył na jego utwory. Zyskały po seansie na głębi.

Obsada świetnie dobrana. Trzeba rzec, że Taron Egerton całkiem sensownie wypadł w roli homo, do tego partnerujący mu Jamie Bell jako jego tekściarz równie realistyczny wypadł w swej roli. Ciekawym akcentem było obsadzenie Robba Starka (dżołk from GoT) czyli Richarda Maddena jako kochanka Eltona, choć patrząc na ekranową relację to prędzej Elton był kochanką. I jak to w filmie biograficznym o żywej gwieździe pomimo, że widzimy iż ćpał, chlał, pierdolił wszystko co się rusza niezależnie od płci… to jednak jest to wszystko takie… wesolutkie i szczęśliwiutkie i bez cienia odrazy do jego żywota, które pełne było niemoralnych zachowań. Patrzymy na świat oczyma Eltona mającego wielki uraz do ojca, który był dla niego jak obcy człowiek, lecz potem założył kolejną rodzinę i dla swych synów już był normalnym, obdarzającym uczuciami ojcem. Do tego relacja ze specyficzną matką i wszystko to w jego rodzącej się świadomości własnej seksualności… gdzie najpierw są to kobiety, jednak potem idzie ku temu co go kręci najbardziej czyli ku penisom.

I tak oto otrzymujemy film, który według Eltona nie był ugładzany, jednak jak na moje kinomaniackie oko takie jakieś mocno lekkie jak na zawartość, gdzie alkoholizm, narkomania, seksoholizm, mieszają się ze zdradami, próbami samobójczymi i paroma innymi ciężkimi klimatami. Może kogoś wzruszy, dla mnie emocjonalnie był to film totalnie obojętny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s