Odgrobadogroba (2005) – odpostacidopostaci

indeks

Za czasów zresocjalizowanego socjalizmu częściej w naszych kinach i telewizorach gościły produkcje rodem z Bałkanów. Dziś na takowe trafić bardzo trudno, chyba jedynie dzieła Kusturicy przebijają się przez sita dystrybucji i trafiają nawet na ekrany kin, a nie tylko rynek dvd. Jeśli błąkamy się po różnych festiwalach dane nam będzie uszczknąć nieco z tamtejszej kinematografii. Na Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym miałem okazję zobaczyć kilka filmów z krajów byłej Jugosławii. Takie dzieła jak „Jagoda w supermarkecie” czy „Szara ciężarówka w kolorze czerwonym” to bardzo odmienne kino, ale można znaleźć w nim wspólną cechę dla tamtejszej kinematografii – jest nią radość z życia. Taka sama konkluzja odnosi się i do „Odgrobadogroba”, w którym poprzez pryzmat i bliskość śmierci ukazuje się największe szczęście jakim jest po prostu istnienie.

„Odgrobadogroba” to historia Pero, pracującego jako mówca pogrzebowy oraz jego bliskich. Jego ojciec opętany jest myślami o samobójstwie. Wystarczy chwila nieuwagi by targnął się na swe życie, na szczęście dla rodziny (na nieszczęście dla niego) ma pecha – trafiają się mu tylko drobne kontuzje, a śmierć omija go z daleka. Jest jeszcze głucha Ida oraz siostra z córką.

Pero ma prawdziwy talent do tworzenia mów pogrzebowych (coś jak ojciec z filmu „Sztuka płakania”), robi to z niesłychana lekkością i pasją. Cieszy się sporym wzięciem, gdyż zawsze tworzy niepowtarzalne przemówienie – choćby wkomponowanie pogadanki o słowie „ewentualnie”. Potrafi godnie pożegnać każdego. Natomiast już w życiu osobistym tak dobrze mu się gadka z życiem nie klei. Atrakcyjna Renata wydaje się być zaaferowana bardziej nauczycielem języka, o którym wciąż mówi niż Pero, z którym się umawia. Jak się później okazuje Pero nie jest w stanie sprostać wymaganiom Renaty, która preferuje inne praktyki seksualne niż by się na pierwszy rzut oka wydawało.

Wręcz powala destrukcyjna energia nestora rodu, który usilnie stara się przejść na drugą stronę do swej nieżyjącej już jakiś czas małżonki. Uśmiałem się widząc efekty pieczołowicie wymierzonego przywalenia ciężką szafą. Także wizyty u psychologa, któremu kompletnie brakuje pomysł na dotarcie do starszego pana wzbudzają sporą dawkę humoru i niewymuszonego śmiechu. Lecz w pewnym momencie (dzięki próbie samobójczej) trafia do szpitala i poznaje niespodziewaną drugą miłość – starszą panią przychodzącą w odwiedziny do nieprzyjemnego typka leżącego łóżko obok.

Pomocnik, a zarazem przyjaciel Pero jest Šuki. To totalny maniak swego samochodu. Jest on przez niego dopieszczony i wymuskany w każdym możliwym detalu. Większość swego wolnego czasu spędza w garażu remontując i przerabiając swe ukochane autko. Przelewa na nie wszelkie uczucia, gdyż brak w jego życiu prawdziwej kobiety. No, może nie do końca, gdyż stałą bywalczynią w jego warsztacie jest głucha Ida. SPOILER. Widać i czuć że między tym dwojgiem iskrzy i dopiero pod koniec filmu okaże się jak bardzo. KONIEC SPOILERA.

Ida to dziewczyna żyjąca we własnym świecie, uwielbia wygrzewać się na słońcu niczym jaszczurka zwinka. W ogóle nie sprawia żadnych kłopotów, unika kontaktów z kimkolwiek stawiając barierę pomiędzy sobą i rodziną, a całą resztą. Jedynie Šukiemu pozwala na zbliżenie się do siebie, a raczej sama lgnie do tego sympatycznego mężczyzny. Z jednej strony odcina ją od ludzi jej ułomność, jednak z drugiej sama ową niepełnosprawność do tego wykorzystuje.

I tak można by rozkładać na czynniki pierwsze wszystkie postacie, jakie pojawiły się w tym filmie, gdyż każda z nich ma w sobie ukryty potencjał. Nie ma tu nikogo „zbędnego”, jakichś irytujących postaci, które przebywaniem na ekranie psują film. Plejada charakterów to istny kalejdoskop zachowań i podejść do życia. I każda z nich dałaby radę pociągnąć na swoich barkach film pełnometrażowy ze sobą w roli głównej.

Zdecydowanie podpasował mi prezentowany tu humor, żadna z sytuacji naznaczonych komizmem nie jest nachalna, ani robiona na siłę tylko dla wyduszenia salwy śmiechu. Wiele z nich ma znamiona czarnej komedii, jak nieudane próby samobójcze dziadka, czy mowa pogrzebowa. Nawet zwykłe popijanie piwka w obskurnym barze staje się przyczyną wybuchu śmiechu, a to za sprawą wiszącego na ścianie kalendarza z gołymi panienkami. Tempo prowadzenia narracji jest bardzo spokojne niczym życie w krajach śródziemnomorskich i przyśpiesza ledwie kilka razy w najtrudniejszych (dla życia postaci) momentach. Spokojne zdjęcia bez szaleństw, a także dopasowana na tyle ścieżka dźwiękowa, że jakoby jej nie słychać tworzą klimat rozleniwienia.

W pewnym momencie (pod koniec seansu) już myślałem, że będę miał się do czego przyczepić, a to za sprawą pewnej sceny. Wydawała mi się ona przydługa i wręcz domagałem się napisów końcowych. Jednak jej pełen sens objawił się w zaskakującej końcówce, która rozwiała me wątpliwości co do sensowności poprzedniej sceny.

Film jakich chciałbym więcej uraczyć w kinie i telewizji, na poziomie z inteligentnym humorem i dużym kopem pozytywnej energii choć pesymizm życiowo jest mi bliższy. Oglądając „Odgrobadogroba” od razu przypominają się dzieła sprzed kilkudziesięciu laty, kiedy to większość miała swój styl i klasę. Warto obejrzeć, pośmiać się i popłakać z postaciami i z postaci jakie ubarwiają kadry tegoż filmu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s