Legiony (2019) – fakt, mamy w dupie cesarzy

indeks

Powoli coraz częściej polskie kino dogania amerykańskie, i w tym przypadku nie jest to pozytywny dopsztyk. Otóż tak jak w Hollywoooodzie produkuje się w podobnym czasie kilka filmów o bardzo zbliżonej tematyce… tutaj mamy właśnie owe tytułowe „Legiony” i niedawno przecież puszczonego w obieg „Piłsudskiego” czyli „lekturę szkolną”. Dlatego w podobnym nawet czasie rodzimi szachowie filmowy wypuścili „Dywizjon 303. Historia prawdziwa” i „303. Bitwa o Anglię”. Amerykańce od lat w tym są znani, że jak jedna wytwórnia wypuszcza „Misję na Marsa”, to druga jedzie z koksem w „Czerwonej planecie”, albo „Armageddon” i „Dzień zagłady”, lub nowsze „Olimp w ogniu” i „Świat w płomieniach”, czy klasyka „Czerwona linia” i „Dr Strangelove”, paczajmy też „Capote” i Bez skrupułów”, takie tam jak „Prestiż” i „Iluzjonista”, do spuszczania się dla fanów gejfonów „Jobs” i ” Steve Jobs”, coś mocniejszego jak „Fighter” i „Warrior”, wspominkowe „Czarna Dalia” i „Hollywoodland” tudzież „Truman Show” i „Ed TV”. Przypadek? Nie sondzem… Producentom się to kalkuluje, że ktoś się jebnie i pójdzie na ten, na który nie zamierzał ale o podobnej tematyce… tudzież skasujemy ludzi dwa razy za podobny film, czyli w produkcji filmowej i producent syty i kino całe. I tak właśnie Nam poczyniono. Ale byście nie musieli wydawać zbędnych cebulionów i milionów monet jak przystało na kinomaniakalnego zboczeńca byłem na obydwu tytułach i mam co do tego swoją opinię… ale o tym później w poniższym tekście.

Fabuła. Otóż Józek dezerter z carskiego wojska przez przypadek trafia na idących do akcji członków drużyny strzeleckiej, którzy ratują go od niechybnej śmierci. Trafia w sam środek rodzących się wojsk polskich, które w momencie, gdy wielkie mocarstwa napieprzają się ze sobą dają szansę by Polska po 123 latach powróciła na mapy świata. Powoli zacieśniają się więzi pomiędzy członkami legionów polskich za sprawą nie tylko marszałka Piłsudskiego, ale przede wszystkim dzięki kadrze oficerskiej i podoficerskiej. Ale nie samą historią człowiek żyje, tutaj jak to w życiu młodzi ludzie mają się ku sobie, a są to Ola członkini wojsk polski w dywersji i późniejszy ułan Tadek. Jednak czy ich miłość ma szansę, gdy za chwilę ma się odbyć szarża ułanów pod Rokitną, gdzie z 64 szarżujących ułanów powróciło tylko sześciu?

Dobra nie ma co się długo szczypać, dla niecierpliwych – film jest lepszy od beznamiętnego i bezosobowego „Piłsudskiego”. W tym filmie przede wszystkim scenarzystom i reżyserowi (w sumie można rzec, że świeżakowi) chciało się zbudować więź emocjonalną widza z głównymi postaciami. Kogoś od razu lubimy, kogoś „szanujemy”, ktoś nas nieco irytuje, ktoś jest po prostu spoko. Niby nic, ale kurła ogrom! W sumie jak to na kinomaniakowego zboczeńca przystało miałem okazję przed seansami różnemi obejrzeć trailery obu tych filmów i od razu wiedziałem, który film będzie lepszy i mi się spodoba (takim już perwersem i prorokiem jestem, że zwiastun prawdę mi powie). Człowiek kibicuje tym naszym ziukom w ich walce o Naszą dzisiejszą wolność. Chcemy by przeszli szlak bojowy bez strat, ale… w głębi serduszka, w środku w czesiu czujemy, że ktoś tu musi poświęcić swój życia los na stos.

I od razu minus musi być dla równowagi. Czy ktoś może wreszcie kopnąć w dupę producentów, ale tak porządnie i przypierdolić by nie zmuszali by wrzucać w zwiastun przez anglojęzycznie zboczonych zwanym trailerem wszystkie najważniejsze i najlepsze sceny, które robią spoilera jak uj! Gdybym był reżyserem i ktoś by mi to zrobił, to co zrobiono w 99% zwiastunów w polskiej kinematografii współczesnej… to sam osobiście dałbym komuś odpowiedzialnemu gnijącą makrelą po ryju i to przy ludziach. Coby byli świadkowie także mych słów z totalnym zjebaniem tego indywiduum kinomaniaków nienawidzących. Bo użyto scenę, która me twarde niczym żelazne gacie serduszko poruszyło czyli szarżę polskich ułanów… Od wieków marzę (hahahaha jestem tak stary, że w dwóch wiekach żyłem, więc sobie na takie coś pozwoliłem) by obejrzeć dobre kino europejskie (uj niech stracę, nawet amerykańskie i widzę tu Mela Gibsona lub Christophera Nolana), gdzie zobaczę pełnowymiarową liczoną w setki szarżę polskich ułanów i polskiej husarii… Gdzie poczuję ten tętent kopyt, szum wiatru wśród proporczyków na lancach, świst opadającej szabli, rzężenie postrzelonych koni, wrzask ginącego jeźdźca, wystrzały haubic, hakownic czy też nagantów. Ale pomarzyć piękna rzecz, a kinowe działa producencka rzecz… A i drugi minus tyczący się realności SPOILER SPOILER SPOILER carscy żołnierze na moście strzelający do dzierlatek… tocz chyba uczył ich celności ten sam typ co Stormtrooperów w „Gwiezdnych Wojnach” KONIEC SPOILERA.

Bardzo fajnie, że użyto tu całego stada młodych, polskich aktorów… niektórych już uznanych (Sebastian Fabijański, Bartosz Gelner) ze starą gwardią, która robiła swoje w kinematografii współczesnej w latach 90-tych (Mirosław Baka) jak i gwiazd naszego kina (Jan Frycz). Ale zabawnym jest, gdy w dwóch filmach, w tym samym prawie czasie puszczanym w kinach, o podobnej tematyce używa się tych samych aktorów. Chodzi mi tu o Grzegorza Małeckiego, który w każdym z tych filmów gra postacie SPOILER SPOILER SPOILER która ma początkowo w dupie niepodległość i woli to co było niż niepewne co będzie KONIEC SPOILERA, a także o Borysa Szyca, który dostał główną rolę w „Piłsudskim”, która jednak nie w pełni mu leżała według mnie. Ale w tym filmie dostał rolę idealną… zagrał rotmistrza Zbigniewa Dunin-Wąsowicza, który ginie w szarży pod Rokitną. Czyli idealnie, był i nie trzeba na niego zbyt długo zwracać uwagi.

Kolejna rzecz pozytywna, a w sumie nawet dwie. Otóż strona wizualna połączona z efektami. Wreszcie wybuchy konkret jak trzeba, jest jebnięcie, huk, dym, latające kawałki ziemi i wszystkiego w co trafił pocisk choć w scenie SPOILER SPOILER SPOILER wysadzenia mostu KONIEC SPOILERA to wygląda to bardzo żenująco komputerowo… Tak samo ujęcia szarży ułanów… jeżu jak jak się cieszę, że to oglądałem. Czuło się ten tętent, prędkość, moc i siłę, ale i jednoczesną świadomość śmiertelności szarżujących. Do tego ujęcie z carskim operatorem karabinu maszynowego maxim… miód na me serce. Kolejna scena… tu nie muszę dopisywać spoiler bo było w zwiastunie (o wy uje co to tam wrzucili i popsuli radochę) czyli idący po śniegu mężczyzna niosący krzyż… wizualnie po prostu piękne. Minimalizm kolorystyczny a maksymalizm emocjonalny i wizualny. To samo biegnący bez jeżdżca koń okopem. A do tego świetne teksty… i chyba wszystkie poszły z ust Baki, Mirosława Baki („Chodź ze mną, zobaczysz polskie wojsko”, czy rozmowa z carskim oficerem „Familja? Król, Mieste rażdjenia? Polska. Niet takowego miesta”, „Byliśmy niewolnikami trzech cesarzy, ale my mamy w dupie cesarzy. Jesteśmy wolnymi ludźmi”).

Koniec tej przydługiej opinio/recenzji i czas na reasumację całości. I szkoda tylko, że w sumie szybko ten film się kończy… chciałoby się wręcz więcej takich, gdzie o naszej przebogatej historii opowiada się w sposób ludzki, czyli jest czas i na śmiech, na śmierć, na szybkie seksy, całuski, jak i wysadzanie mostów czy ginących niewinnych ludzi. I wszystko to w sposób nienachalny. Po seansie najbardziej miałem żal, że tak mało było tych scen batalistycznych całkiem zgrabnie zrobionych choć jednak widać, że z minimalistycznego budżetu wydobyto maksymalistyczną radość filmową. Zaczęliby zatrudniać grupy rekonstrukcyjne, których i w Polsce i za granicami pojawiło się istne mrowie ostatnimi czasy (i dobrze), a byłoby łatwiej o sceny zbiorowe z pełną uwagą do elementów historycznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s