Psy 3. W imię zasad (2020) – emerytura Franza

psy 3

„Co ty kurwa wiesz o zabijaniu” – rzuci jeden z drugim, gdy wspomni się mu kultowy i bardzo ważny film w polskiej kinematografii czyli „Psy”. Tylko są to jełopy nie mające pojęcia, że prawdziwy cytat z „Psów” brzmi tak „Nie mów mi, kurwa, nic o zabijaniu, bo coś o tym wiem”. Cóż wszyscy cytują, a nigdy to w filmie nie padło. Ale wróćmy do trzeciej odsłony super hitu lat 90-tych. Otóż znów wyszedł ze mnie ignorant nowości kinowych, bo nie tak dawno temu dopiero dowiedziałem się, że to będzie miało swoją premierę już w styczniu. Cóż, nie tylko jako kinomaniak, ale i człowiek, który przeżył lata 90-te i żył w tej specyficznej rzeczywistości postkomunistycznej po prostu musiałem obejrzeć ten film. Nie będę dalej przynudzał ze wstępniakiem i przejdę do końkretów.

Fabuła zaczyna się 25 lat po wydarzeniach z „Psy II: Ostatnia krew”. Franz Maurer doczekał końca wyroku, który z kary dożywocia przeczesali mu na dwadzieścia pięć cudownych pierdlowych lat. Wychodząc wypija ostatnią kawę (czarny chleb, czarna kawa, opętani samotnością), która słabo mu wchodzi. Żegna współwięźnia i wychodzi. Wita go płaczące deszczem niebo, iż taka persona kiedyś coś znacząca, dziś dosłownie gówno wychodzi na „wolny” świat. Tu na dzień dobry witają go ruskie bydlaki z GRU, jeden niby wkurwiony, że zabił mu ojca, ale jak odda kasę to się pomyśli nad łagodniejszym wymierzeniem śmierci. Wychodzi na świat, którego nie zna i w którym nie ma już miejsca dla byłych esbeckich kutasów jeśli już nie obsadzili prominentnych posadek. Kontaktuje się ze starym znajomym Paniczem, który prezentuje go aktualnej tuzie w świecie bandyckich skurwieli, lecz ten ma wyjebane na emeryta. Franz wie, że jego dni są policzone, a tu nagle pojawia się jeszcze opcja z synem Nowego. Otóż ten trzydziestoletni młodzian zabalował z kumplem, został zgarnięty na komendę i po paru godzinach wypuszczony jednak nie wraca do domu… I się zaczyna.

W sumie nie miałem wielkich oczekiwań, więc w przeciwieństwie do wszystkich internetowych recenzentów tak mocno się nie zawiodłem. Wszędzie te teksty co za gówno i paździerz, badziewa i suchar. A czego szanowni recenzenci spodziewali się po filmie, który miał rację bytu w latach 90-tych, gdy cała otoczka mieszanki służb, skurwieli naszych i waszych, mafiozów itp. się działa obok nas, a dziś po prostu trąci myszką? Każdy (prawie, ale pozostańmy na razie przy tym uogólnieniu) film mający kontynuację po 20-30 latach musi się skurwić by panowie od szekli dali na nie zgodę, a i żeby współczesny widz to łyknął i brak mu już tego elementu oglądania go dawno, dawno temu w trawie. To jest dziś, gdy zalani jesteśmy z każdej strony opowieściami rozpierduch zbrojnych, gangsterskich i policyjnych w dzienniku telewizyjnym, a nie tylko na ekranach kin. Opatrzyło się to nam. Takie same kwękania oraz biadolenie, że za długi słyszałem i widziałem w całych internetach odnośnie „Irlandczyka”, który kurde jest dobrym filmem, ale nie dla każdego. Oba mają w sobie jeden najważniejszy punkt igranie z sentymentalizmem. „Psy” część pierwsza jaki i druga to swego czasu było coś, film łamiący stereotypy i wręcz obrazoburczy, dziś nikt nawet by nie kłapnął dziobem, że sprofanowano piosenkę „Janek Wiśniewski padł”, gdy byli esbecy niosą najebanego kumpla na ramionach i to nie tylko z braku świadomości kontekstu, ale ze zwykłego posiadania w dupie ogromnej części świata.

Więc film ten bazuje właśnie na sentymencie. Oglądamy już mocno posuniętych czasem aktorów grających w tym filmie czy to Bogusława Lindę, Mirosława Bakę, Jana Frycza czy próbującego być super kul i trendi na jutubach wujka Pazurka który nie potrafi się pogodzić, że jego czas minął. Dodano do tego świeższą krew, całkiem uzdolnioną czyli Dorociński, Fabijański, Zieliński, Lubos, Beles, Jakubik, Schuchardt. W teorii gramy melodię, którą widzowie znajom i lubiejom do tego starych niepokonanych i młodych gniewnych, parę młodych fajnych dupeczek i mamy hit. Ale nie do końca cusik pykło. Pasikowski zapomniał by umiejscowić dobrze we współczesnych realiach swoich podstarzałych gwiazdorów. Zabrakło sensownego pomieszania z aktualnym otaczającym nas gównem, a za wiele sentymentalnego lukru. Po prostu cukrzyca gwarantowana, a rączki czyściutkie. Właśnie tego zabrakło mi najbardziej w tym filmie – urealnienia wydarzeń. A tu mamy herosa waszych ojców bo sami macie ledwo dwadzieścia parę lat więc ni uja nie kumacie tamtych klimatów, a oglądaliście bo łojciec oglądał i mówił, jaki to dobry film. I ów „bohater” bez pelerynki wychodzi z pierdla wiedząc, że długo nie pożyje, ale błyskawicznie bez środków, znajomości po dwudziestu pięciu latach odnajduje ich, a potem nawet udaje się mu zdobyć, to czego będąc bogobojnym i płacącym regularnie podatki szarym zjadaczem chleba nie dostaniecie – nie i chuj, czyli broń.

Do tego część akcji ze znamionami akcji… nie wspominam nawet o braku umiejętnego trzymania się formacji podczas akcji przy przejmowaniu podejrzanych czy ataku na uzbrojonych bandziorów, ale mówię o tych pojedynkach strzeleckich na zasadzie będziemy strzelali, ale tak by nie uszkodzić przeciwnika. Niby w pewnych momentach i auta dziurawione i tynk się sypie… ale przy takiej nawale ogniowej byłoby tego więcej, bardziej, mocniej. A tu czasem jest jakoś tak… sterylnie. Do tego klimaty policyjne, gdzie próbuje się pogrywać znaną nutą o przekupnych i durnych policjantach, ale tymi kartami już grano przez ostatnie 25 lat kilkadziesiąt razy, nawe Patryczek Veganin po ten łatwy temat sięgnął i to całkiem udanie. No nie tego się spodziewałem… Do tego próby wskrzeszenia klimatu męskich mężczyzn i wyczekujących takich łobuzów kobiet… Ja wiem, że są w naszym kraju są jeszcze setki tysięcy takich co wiedzą, że „łobuz kocha bardziej”, ale ni uja nie kojarzących, że „bije też bardziej, kurwi się bardziej, chleje też bardziej” i ciągle je ciągnie do skurwieli w autodestruktyźmie porównywalnym z lotem ćmy do rozgrzanej lampy, ale i to trzeba jakoś tak bardziej, lepiej pokazać. Kiedyś była kupiona laska za skrzynkę alkoholu, a dziś to już nie ta bajka.

Obejrzałem z pewnym rozrzewnieniem, sentymentalnym zatopieniem „kiedyś to były czasy, a dziś nie ma czasów”. Niejako podróż wehikułem czasu, tylko Linda już bardziej emerycki niż wyrywający lachonki z gaciorów, Pazurak nie taki zabawny a bardziej ponurak, a zemsta choć najlepiej smakuje na zimno, to warto by nie była robiona z odgrzewanego kotleta po łebkach jak finałowa scena walki, gdzie miało być epicko, a w sumie chętniej zobaczyłbym jakiś film, gdzie będzie prawdziwie epicka scena walki pomiędzy nielubiącymi się młodzieńcami z okolicznych wiosek napierdalających się pod remizą sztachetami z opowieści ojców, wujków czy stryjków. Byłby tam większy realizm i dynamizm, a tu było tak stetryczało statycznie. Miło było spojrzeć na Franza znów, ale czuć, że to dwadzieścia lat za późno, a scenariuszowo lata świetlne nie w tym miejscu, nie w tej rzeczywistości. Pewnie gdzieś tam hen, nie wiadomo gdzie znajduje się rzeczywistość, w której wykonano „Psy 3” tak jak należy. Czyli z sentymentu można, ale pamiętajcie, że „kiedyś to były czasy, dziś nie ma czasów”. Starość nie radość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s