W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020) – Mów mi pani profesor

W lesie dziś nie zaśnie nikt

Polskie horrory w sumie to nie mają racji byty, bo są tak przaśne i tak odjebane od realizmu, iż mogą służyć tylko jako przykłady kina XYZ… coś za przygodami Łysego z Brejzers. Przesłynny przykładem kiblowni horrorowej jest „Klątwa Doliny Węży” po prostu trzeba to obejrzeć, by zobaczyć jakimi tandectwami próbowano Polaków straszyć 🙂 Była też „Wilczyca” i „Powrót wilczycy”, ale były to produkcje o klasę wyższe, co nie oznacza, że były dobre. Chociaż było coś dobrego w „Wilczycy” były cycki 🙂 A tu nagle w Polsce mamy pandemię i wyskoczył film, który miał mieć kinową premierę, ale pozamykano miejsca zbiorowego spędu. Ale jest jeszcze Netflix, który teraz robi mega furorę i wziął pod swe skrzydełka ten już zrobiony film, by puścić w eter internetu ku pokrzepieniu serc. I oto nastała ta chwila by obejrzeć pierwszą horrorową polską produkcję od lat.

Na początku oglądamy jak to pan listonosz przyjeżdża na kultowych Wigrach 3 na jakieś zadupie w lesie by dostarczyć korespondencję. Chatka na uboczu, dobija się nikt nie otwiera. Słyszy dziwne dźwięki zza drzwi do piwniczki znajdującym się pod domem. I stwierdza, że zajrzy. Dalej wiadomo co się stało jak się horrory oglądało. Akcja przeskakuje 20 lat później, a film opowiada historię dzieciaków, które trafiają na obóz przetrwania (buahahaha kumacie? obóz przetrwania i występują w horrorze, no żarcik że hej). Na wejściu muszą oddać wszelkie srajfony, tablety i elektronikę bo tu mają naumieć się żyć bez ciągłego gapienia w buraka (od autora do niekumatych: burak oznacza telefon komórkowy, nazwa powstała spontanicznie pod koniec lat 90-tych i pochodzi od większości użytkowników tego typu sprzętu). Dodatkowo by uatrakcyjnić niedolę bez internetu młodzież losuje numerki grup w jakich będą zajęcia. Pani Iwona dostaje pod swą opiekę dzieciaki z numerkiem bodajże 4 pojebaną małolatę, komputerowego grubego świra, spoko kolesia, pięknisię i mundralińskiego upierdliwca. Pierwszy wieczór rozmowy przy ognisku odnośnie dlaczego tu trafili. Spoko kolo i pięknisia spotykają się nad pobliskim jeziorkiem… I akcja nabiera tempa.

W sumie to taka niskobudżetowa, polska wersja „Teksańska masakra piłą mechaniczną” z 2003 roku czy bardziej „Wzgórza mają oczy”. Mamy gówniarzy kontra zmutowane uj wie co. W sumie wersja tego filmu z 2006 roku mi się podobała, nie że jakiś dobry film, ale oglądało mi się go z przyjemnością. I oglądamy w rodzimej produkcji zawiązanie akcji. Trzeba przyznać, że jak na horror przystało są cycki… i to naprawdę zacne cycki. Mamy też elementy strachu… ale to taki strach dla kilkulatków co to się boją dźwięku bąka puszczonego w ciemnym pokoju. Brak tu też sensownego zawiązania więzi z głównymi postaciami by im kibicować w walce o przetrwanie na zadupiu. Oglądamy i wiemy, że ktoś przeżyje SPOILER w sumie już na samym początku filmu wiemy kto KONIEC SPOILERA. A ta ilość emocji jak na grzybach! Po prostu co chwila prawdziwek… w sumie bardziej maślak lub surojadka… Do tego ta przemiana wewnętrzna Julii Wieniawy-Narkiewicz… po prostu żeński Kmicic! Oczywiście dworuję sobie i to grubo, tak grubo jak sam gruby jestem.

Nawiązanie do stereotypów i standardów horrorów czyli do prawidłowości jakimi się charakteryzuje fabuła wszystkich horrorów. A tu akurat mamy sześć grzechów głównych horroru wyszczególnionych nam przez jednego z głównych bohaterów opowieści. Jest nim maniak komputerów, a oto owe grzeszki: ciekawość, niedowierzanie, pewność siebie, nieatrakcyjni nigdy nie przeżywają, seks kto uprawia seks ten jest trup i rozdzielanie się. Tak wygląda świat w tym gatunku filmowym, tak wygląda. Dobra to może poza cyckami jakiś plus podam… eeeeeee kurde. A już wiem! W sumie sporo tu się krwi leje, nie że ktoś ciachnie kogoś mieczem, a ostrze czyściutkie jakby co dopiero wypucowane było przez mieczopuca! Czasem efekty odnośnie odcinanych fragmentów ciała nie są najwyższych lotów, ale wstydu też nie ma. Kolejna rzecz, że jak się potraktuje to jako komedię swego rodzaju to nawet jest czasem zabawne. Choćby taki specyficzny moment już, gdy akcja ruszyła z kopyta. I ten romantyczny tekst „Julek ale ty umiesz biegać?” mało się nie poryczałem… ze śmiechu gdy mężnie komputerowy ulaniec ruszył by pomóc w walce ze złem nie dziejącym się na ekranie komputera tudzież buraka.

Można obejrzeć jako swego rodzaju widowisko, taki potworek w cyrku doktora Zarazy. Ale nie szukaj tu prawdziwej grozy, o tą łatwiej w kolejce po srajtaśmę ze starymi babami, które pomimo obostrzeń w trakcie pandemii muszą sobie pomacać każdą butelkę szamponu bez rękawiczek by potwierdzić, czy aby na pewno jest to szampon do włosów.

Jedna uwaga do wpisu “W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020) – Mów mi pani profesor

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s