365 dni (2020) – towar eksportowy

365 dni

Wiadomo w dzisiejszych smutnych jak pizda dniach hit sprzedaży książkowej pomimo fatalnego poziomu czytelnictwa w naszym kraju zawsze daje szansę na ekranizację. Ale, żeby do owej ekranizacji doszło musi owo dzieło spełniać dwa podstawowe motywy: nie być wymagającym finansowo, oraz nie być wymagającym umysłowo. A patrząc na tytułowe „365 dni” to poza musem kręcenia w „egzotycznych” śródziemnomorskich klimatach, zatrudnieniem paru obcokrajowców nie potrzeba historycznych strojów, efektów specjalnych, ogromnych rzesz statystów itp. Czyli zaśmierdziało producentom grubymi szeklami, oj zaśmierdziało. Oczyma wyobraźni wiedzieli te tabuny babeczek szturmujące kina wraz ze swymi mężami/kochankami/chłopakami/przyjacielami w gejzonie, którzy jak to przystało na emancypacyjne czasy poniosą koszty oglądania czegoś, czego ochoty nie mają, ale muszą bo będzie płacz, zgrzytanie macicy i brak dostępu do źródełka. W sumie zaczął jak na mający dobrze zarabiać całkiem dobrze, szybko przebijając w sprzedaży „Zenka”. Multipleksy i kina w większych miastach zaczęły przynosić zyski, jednak pierdolnik z pandemią i zamknięciem kin odciął kolejne fale zysków z mniejszych ośrodków miejskich i ichniejszych kin… I tu poczuli swąd palonych włosów na dupsku imć producenci… że nie zarobią jak zwykle grubej kasiuty na kilku falach rozpylania filmu po kinach, a potem zysków ze sprzedaży dvd. I co robią producenciny, gdy nie widzą zaraz, szybko, nał kolejnej możliwości zysków? Zrzucają brzemię zarabiania filmu na platformy strimingowe typu Netflix dopychając się ochłapami jakie z tego tytułu dostali. I tak też się stało, a wiele pań co nie oglądało możliwość ową przez internety dostało. A czy godne to i sprawiedliwe? Słuszne i zbawienne? Abyśmy Tobie Netflixowi składali dziękczynienie? O tym w poniższym tekście.

Zaczyna się gdzieś we Włoszech. Dysputa głowy rodziny z kontrahentami na temat przemytu żywego towaru – dziewcząt od wieku 12 lat… do użytku wszelakiego. Głowa rodziny nie jest jakoś wielce przekonana, dyskutuje z synem wtedy dostaje strzała i ginie. Potem scenka z klimatów mafiozowo-bankowych i pojawia się nasza główna pani. Pracuje po stronie banku, atmosfera się zagęszcza. Wracając do domu się nagrzewa, ma ochotę na seksy, ale jej facetunio woli zdalnie dalej coś tam popracować. Więc pozostają wibrogadżety, a w tym czasie wracający do domu prywatnym odrzutowcem Włochu fejsfakuje stewardessę na pokładzie samolotu. Czyli jak w pornosie pierwsza scena seksu w 11 minucie. On przylatuje do swojej ojczyzny, a Laura wraz z bojfriendem i znajomymi też przylatuje do Italy na wyjazd związany z jej urodzinami. I tu niby przypadkiem trafia na owego Włocha bandito mafiozo idąc do toalety… tudzież to tylko jej wyobraźnia. I wtedy już wiemy, że zaraz będzie kryzys i pojawi się jego fizis…

Patrząc na ogromną popularność wśród Polek na wycieczki do ciepłych krajów, a szczególnie poświęceń jakich są w stanie dokonać (vide modeleczki infuensereczki w Dupaju gotowe przyjąć torcik wedlowski na klatę w imię luksusów) by tam dotrzeć oraz niesłychanej wśród nich popularności mężczyzn z tamtych rejonów świata wiadomym było, że musi powstać romansidło o mitycznym przystojnym i bogatym (i to BARDZO WAŻNE) Włochu, Hiszpanie, arabskim księciuniuniu czy innym Mbebe. Jednak tutaj nawet owa Laura jest przy kasie skoro stać ją na wycieczkę do Włoch w dość luksusowych warunkach. Więc nie da się tak łatwo kupić… ale skoro zabiera ją do wyjebanej w kosmos posiadłości, gdzie w głównym pokoju jest jej ogromny portret. Do tego pierdy o przeznaczeniu, jak to widział jej twarz gdy kula, która zabiła jego ojca wejszła była także w jego ciało i podczas owego umierającego stanu doznał tego olśnienia. Potem nieco pierdzielenia o tym, że ma 365 dni by go pokochać… matko busko jakby ktokolwiek mógł wybrać, że kogoś pokocha. Skąd ludzie biorą te pierdoły? Dobra, patrząc na ilość co roku pojawiających się nowych bezpłciowych i dupnych romansów dostępnych w każdym kiosku RUCHu czy biedrze to jednak panie marzą o takich absurdach. A potem on musi pokazać jaki jest twardy, ona jak bardzo jest nieprzystępna, ale od początku widać że i tak mu da i jej się to podoba. Czyli w sumie już od początku nie ma elementu niepewności, który nadał by nieco radości z oglądania tego czegoś.

W sumie najzabawniejszym jest, że film ten powstał na podstawie książki, którą napisała kobieta. Jednak jak patrzy się na cały ten film, książkę czy po prostu sznyt fabularny to chodzi o to, że utwierdza się tu pewien stereotyp. I to uczyniła kobieta innym kobietom. Chodzi o to, że według tego stereotypu Polka woli zagramaniczniaka niż rodaka i konkretną kasę. Czyli jest takim eksportowym dobrem towarowym, żeby nie nazwać tego ostrzej. W sumie stereotyp, ale jak się spojrzy na to co się dzieje na erazmusach… Dobra skończmy ten temat, bo to dupo temacik a tu nie o tym. Przejdźmy do tego jaki to on jest twardy i ostry, ale jednocześnie ma delikatną naturę i chce by ona otworzyła go na to jego delikatne wewnętrzne ja. Takie typowe pierdołki poszukiwane mocno się wykluczające czyli ma być bad bojem, ale grzecznym.

W sumie można to nazwać kolejną odsłoną „Czystu twarzy beja”, że straszne i okrutne BeDeeSeMy w wersji dla kur domowych. Że każda może mieć swojego Massimo, który zrobi dla niej wszystko i się domyśla! Cóż kobiety dalej wciskają sobie nawzajem ten kit o tym, że jak kocha to się domyśla by potem z „czystym serduszkiem” móc go jebać ile wlezie za to, iż nie wie co się dzieje w jej głowie, czego chce choć mu tego nie powie, bo przecież po to jest jej osobistym facetem, żeby to wiedzieć choć nie wiadomo skąd. I latami utwardzają ten beton własnej głupoty, ale cóż 🙂 każdemu według potrzeb, wracajmy do filmu. Te całe dziecinne zachowania głównej bohaterki, po prostu żenujące, ale patrząc na popularność dzieła i że napisała to kobieta to może panie chcą zachowywać się właśnie jak takie tępe dzidy? Mega duże zakupy w mega drogich butikach za mega wielkie pieniądze – ofkors płaci on. Do tego w klimatach przestępczych ubrać się tak, a nie inaczej, zachowywać się tak a nie inaczej i być zdziwioną że bad boje reagują tak a nie inaczej. W sumie ma to być erotyk, a poza sceną masturbacyjną, obciąganiami kilkoma to wygląda na to, że niewiele więcej jest tu innych seksów. Czyżby panie jak i panowie o porządnym dżelato się rozmnażali bardziej niż o prokreacji do rozmnażania skonstruowanej?

Jako erotyk to chyba najostrzejszy w polskim kinie, ale jako taki… to jednak wolę powrócić do „Nagiego instynktu” czy jeśli coś z cyferkami to jednak do „9 i pół tygodnia” niż do „365 dni”. Film ma walić luksusem na jakie zasługujesz droga kobietko… ale tylko jeśli się zaprzedasz. Do tego wiele scen miast być emocjonujące bywa mocno żenujące, choć w kilku momentach to nawet i zabawne jest. W sumie wszędzie gdzie dochodzi do momentów fabularnych, w których chodzi o coś więcej bardziej niż tylko seksy i napięcie seksualne pomiędzy dwojgiem głównych bohaterów… to jest tak słabo, że chyba nawet Michał Milowicz jako reżyser i scenarzysta bardziej czuje tempo akcji.

Rany alem się rozpisał o czymś tak miałkim, także jak nie macie pomysłu jak nawiązać akcję ze seksami z kobietą możecie to zapuścić… ona się rozmarzy spojrzy na was i zapłacze w środku, w czesiu widząc, jaką bieda januszową wersję ma… I jak coś będzie to znaczy, że jednak cię szanuje, a jak nie będzie to coś kombinuje 😛 A szczerze? Nie ma sensu tego oglądać, zapuście sobie Łysego z Brejzers 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s