Saga Zmierzch: Księżyc w nowiu (2009) – saga o ludziach smrodu

Cały świat opanowała choroba, której na imię „The Twilight Saga”. Rozpoczęła to w swych książkach Stephenie Meyer. Hollywoood szybko zwąchało grubą kasę w wampirzych opowiastkach dla nastolatków. Z planów wynikało, iż saga będzie kontynuowana (przypominam jestem stary i oglądałem ten film w roku premiery). Klimaty związane z krwiopijcami interesują mnie na tyle, że dałem się namówić na seans filmu „Saga Zmierzch: Księżyc w nowiu”. Chciałem także zapoznać się z tym fenomenem i rosnącym szaleństwem wśród nastolatek.

Także tego… fabuła… Bella Swan i Edward Cullen tworzą parę zakochanych. Wszystko pięknie, aż do dnia urodzin dziewczyny, kiedy to Edward wraz z całą rodziną Cullenów opuszcza Forks, by chronić dziewczynę przed kontaktami z wampirami. Opuszczona Bella pogrąża się w depresji, jednak w głębi coraz mocniej pragnie zobaczyć ukochanego.

O cholera! O cholera! Co za dno! Kurde choćbym nie wiem jak się starał, nie potrafię znaleźć nawet najmniejszego szczegółu, który mógłbym pochwalić. Całokształt jest po prostu wypełniony kretynizmami i debilizmem. I nie chodzi mi tu o istnienie wampirów, wilkołaków i tego typu sprawy z pogranicza jawy i snu. Chodzi mi o całą tą sagę, całe to zakochanie się w uniwersum wykreowanym przez Stephenie Meyer. Nawet minimalny kontakt z owocem jej wyobraźni pokazuje marność nad miernościami. Tocz to najzwyklejsza i tandetna historyjka o miłości rodem z telenowel, mydlanych oper i najniższych lotów harlequinów. Ckliwa tandeta dla nastolatek, szczególnie tych emo. Wielka miłość człeka i wampira… wielokrotnie wałkowana w różnych mediach, tutaj została doprowadzona do szczytów lukrowania. Już po 15 minutach chciało mi się rzygać od tego cukierkowego klimatu. A wydawało się, iż wampiry to demoniczne, mroczne istoty. Lecz nie w tym filmie, tutaj przedstawiciele tej rasy (?) są tak wypacykowani, że wyglądają jak gwiazdy muzyki pop. Każdy włosek wystylizowany, każdy ruch dopracowany.

Krwiopijca i jego ofiara, a raczej miłosna para. Jednak cała historia miłosna, jaką zaprezentowano na dużym ekranie jest obrzydliwie wręcz niestrawna. Zupełnie w tym filmie nie czuć uczuć głównych bohaterów i to nie tylko przez strasznie pokraczną grę aktorską Kristen Stewart i Robert Pattinson (do którego jeszcze powrócę), ale przede wszystkim przez kretyński scenariusz. Rozciągnięta fabuła do granic ludzkiej możliwości (może wampiry czy wilkołaki potrafią oglądać takie gówna bez obrzydzenia) na ponad dwie godziny to prawdziwe wyzwanie. Dobrze, że nie poszedłem na to coś do kina, bo chyba po raz pierwszy w życiu musiałbym opuścić salę kinową przed zakończeniem seansu z własnej nieprzymuszonej woli. Nagromadzenie ckliwej tandety i głupowatych rozwiązań fabularnych przyprawia o mdłości, a cała historia miłości to już istny strzał w kolano zadany przez twórców każdemu widzowi.

Wracając do Roberta Pattinsona, który ostatnimi czasy stał się bożyszczem nastolatek. Boję się jednego, iż po raz kolejny typ, u którego poza talentem do zirytowania widza nie ma nic do zaoferowania, stanie się często zatrudnianym osobnikiem w filmowym świadku. I tak oto krzywienie pyska, w co drugiej scenie staje się pożądaną umiejętnością aktorską… Przecież przez cały seans wyglądał jak nieudany dubler Borisa Karloffa z „Frankensteina”. I tu dopisuję to po latach ponad dziesięciu od premiery i seansu, że na szczęście Robert Pattinson przeszedł na jasną stronę filmowej mocy i pokazał, że potrafi grać i nie być irytujący choćby w „Lighthouse” i z ciekawością czekam na jego działania jako Batmana.

Dawno nie oglądałem czegoś, aż tak fatalnego. Kompletnie nie rozumiem fenomenu popularności tego badziewia. Zdecydowanie można całą sagę „Zmierzch” uznać za prezent dla wroga i sposób na torturowanie więźniów politycznych w Chinach. Omijać szerokim łukiem. Pod żadnym, nawet najbardziej głupim pozorem nie dać się namówić na oglądanie tej filmowej kupy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s