Wesele (2021) – niby znów wesele, ale siakieś takie…

Festiwal, festiwalem, ale Smarzowskiego się nie omija. I tak oto w tym roku pomiędzy festiwalowymi filmami na Warszawskim Festiwalu Filmowym udało mi się wepchnąć najnowszy film aktualnie najlepszego polskiego reżysera. Jak to już przystało na moje podejście ostatnimi laty zupełnie nie czytałem i nie poszukiwałem aktywnie informacji odnośnie najnowszego dzieła autora takich perełek jak „Dom zły”, „Wołyń”, czy „Róża”. Co ciekawe już kiedyś zrobił film o tym samym tytule „Wesele”. Czyżby ten wąż zaczął pochłaniać własny ogon? O tym w poniższym tekście.

Głównym etapem życia wielu osób jest właśnie tytułowe wesele. Tutaj pewien świniakowy biznesmen Ryszard Wilk wydaje swą córkę Kasię za Janka chłopaka mocno siedzącego w kibicowskich klimatach. Im bliżej tejże imprezy tym więcej wypływa na wierzch wydarzeń od mogącego uciec kontraktu z niemieckimi biznesmenami po echa wojennej rzeczywistości nestora rodu Antoniego Wilka.

Wiem na co czekacie, więc od razu to napiszę – „Wesele” z 2021 jest najsłabszym filmem Wojciecha Smarzowskiego. Tak, wiem napisałem to. Fabularnie nie jest źle, całość się ze sobą łączy i spina jak należy, choć pewna główna przewrotność tego filmu, zagadka już na początku chyba dla każdego jest oczywista. Nie będę klasycznie o tym pisał by nie psuć zabawy spoilerem, także przejdę w swych wywodach po prostu dalej. Gdyby zrobił ten film ktoś inny, zdecydowanie bym go pochwalił, że wykonał kawał dobrej roboty – jednak od Smarzowskiego wymagam dużo więcej. Niby wszystko jest dobrze, ale brakuje tej głębi wymowy odnośnie przekazu filmu i jego akcji, której było pełno w poprzednich filmach tegoż reżysera i jednocześnie scenarzysty.Wątki z biegiem czasu łączą się w spójną całość pokazującą szczęście i tragedie jakie łączą się, gdy mieszkasz i żyjesz w Polsce. Śmiech przez łzy to Nas Polaków przez wieki łączy… Ale! Zdecydowanie nie spodobała mi się narracja jednoznacznego wskazania któż był winny mordowi żydów w Jedwabnem. Pomimo czytania i słuchania wspomnień mieszkańców, jak i ochłapom naukowym z miejsca mordu, gdyż naród wybrany zabronił przeprowadzenie do końca ekshumacji zwłok z felernej stodoły. Pomimo przeczytania sporej ilości artykułów – ja nie mam pewności, że za mord odpowiadają tylko Polacy, jak i nie mam pewności że za ten mord nie odpowiadają. Bo świadkowie mówili jedno, zapisy tych rozmów są na jutubce, a co innego narracja oficjalnie przyjęta przez polskich polityków i celebrytów. Ciekawym jest, że zginęli tam wszyscy żydzi, nikt się nie uratował a dokonali tego prości chłopi, sąsiedzi sami z siebie z zemsty, zazdrości, strachu? Któż to wie? Fakt jest taki, iż zginęło tam wielu obywateli Polski i po dziś dzień nie wiemy dokładnie co się tam wydarzyło. Wiem, że polaryzacja, pokazanie co jest czarne, a co białe to ulubiona narracja współczesna, ale jednak świat składa się nie tylko z czerni i bieli, ale przede wszystkim z 356 odcieni szarości.

A teraz ku pozytywom – oczywiście odnośnie aktorstwa nie będę tu wiele się rozpisywał, bo za dużo musiałbym tu wymieniać. A jak jest każdy na ekranie zobaczy, może najmniej ujęła mnie rola zagrana przez Przemysława Przestrzelskiego. Ale idźmy dalej. Świetne są momenty, gdzie w to co aktualnie się dzieje wkomponowane są elementy przeszłości z czasów IIWŚ. Kilkukrotnie ocierało się to istny geniusz uchwycenia momentu, który poprzez takie połączenie nabierał głębi, kolejnych płaszczyzn do interpretacji. Także na plus pokazywanie wydarzeń historycznych z dbałością o wiele szczegółów jak stroje, sprzęt i wyszukiwanie lokalizacji, gdzie słupy wysokiego napięcia nie zrobią karkołomnego drugiego planu. Do tego sporo smaczków obyczajowych, które w Polsce ciągle spotykamy. Od księdza co to tylko przed bogiem odpowiada i dlatego robi co mu się żywnie podoba, przez współczesnych potomków „husarii” czyli wandali i chuliganów pseudokibiców, aż po trudne relacje rodzinne. Wiadomo jak to w rodzinie – najlepiej wychodzi się na zdjęciach, ale na zewnątrz nie może nic wyjść, bo „co ludzie powiedzą”.

Świetne momenty łączenia teraźniejszości z przeszłością widziane oczyma Antoniego Wilka pokazują jak to wszystko się zmieniło, a jednocześnie jak to nic się nie zmieniło. Te bumerskie teksty „kiedyś to było” połączone z pitoleniem młodocianych „że są inni od rodziców” i „im się należy”. Ech jakże lubią się u Nas łączyć skrajności w przekomarzaniu się, tymi prawie że zalotnymi tekstami. I to udało się Smarzowskiemu wyśmienicie, jednak niesmak jaki pozostawił mi przez bezkrytyczne wplecenie się w narrację jacy to my byliśmy i jesteśmy źli odnośnie wydarzeń z czasów okupacji popsuło mi radość z tych momentów. Niuanse, gdy biznesmeni z Niemiec biorą udział w polskim weselu, gdzie Ryszard Wilk chce upiec kilka prosiaków przy jednym ogniu. Gdy wychodzi ta cała małostkowość, to całe zakłamanie najbliższych i ukrywanie prawdziwych uczuć i myśli, które wychodzą w myśl łacińskiej sentencji „in vino veritas” po najebce.

I tak oto powstał dobry film, bo nie można powiedzieć że jest zły… ale jednak nie tak dobry jak powinien być. Brakuje mu głębi, tej pełni jaką miały poprzednie filmy, gdzie nie było rzucania w widza zdechłą makrelą w pysk, że tak jest i nie ma dyskusji. We wcześniejszych dziełach tego reżysera było wiele niuansów – nawet w „Wołyniu”, gdzie wydawałoby się będzie tylko nagonka na ukraińskie działania, ale uważny i myślący widz, wie jak było i co te mordy podsyciło. Ale nie o tym, nie o tym. Film dobry, taki ok, a mógł być znowu zajebisty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s