Cząstki elementarne (2006) – kwarki i bozony relacji damsko-męskich

Elementarnym cząstkami społeczeństwa, cywilizacji i całej ludzkości jest człowiek. Wielce ułomne stworzenie przez całe dobrodziejstwo jakie otrzymał i którymi to przymiotami różni się od innych gatunków i braci w rozumie.

Film ten to opowieść w głównej mierze o samotności, która towarzyszy nam przez całe życie. Samotność od narodzin po grób. Niby mam rodzinę, jednak ta jest często obok nas, mamy przyjaciół lecz ci przechodzą obok nas, i w końcu mamy swych życiowych partnerów, z którymi teoretycznie jesteśmy, jednak tak naprawdę dalej jesteśmy sami. To wyobcowanie pogłębia się poprzez złe wychowanie, nieodpowiednie otoczenie i drogi jakie wybieramy w dorosłym życiu, wszelkie nasze błędy. Jak mówią słowa piosenki „w życiu piękne są tylko chwile”, to właśnie te chwile gdy czujemy zjednoczenie z kimś, czy też z abstrakcyjnym absolutem.

Dwaj przyrodni bracia dzięki swej matce hipisce mają problemy w dorosłym życiu w kontaktach damsko-męskich. Michael to introwertyk, którego tak zajęły badania z zakresu genetyki, że nie potrafi dostrzec zakochanej w nim przyjaciółki. Natomiast Bruno żyje w świecie pokręconych fantazji erotycznych, które kierują jego życiem.

Podczas seansu ukłonił się nam dziadzio Freud (w sumie to był z niego niezły zbok, a jego teorie to czystej wody kombinacje i fantazyje, a nie naukowe podejście) i późniejsi twórcy podstaw współczesnej psychologii. Widzimy jak matka kierująca się w życiu tylko przyjemnościami i dogadzaniem sobie, niszczy podstawy prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, a szczególnie kontaktów z kobietami u swych synów. Im dalej w las tym więcej problemów mają w swym życiu, kiedy na wierzch wychodzą ułomności związane ze złym wychowaniem. Widzimy pokłosie zasianego przez rodzicielkę ziarna, które wykiełkowało by niszczyć normalne ich relacje z dziewczynami.

Ciekawie ogląda się skomplikowane relacje jakie podejmują obydwaj bracia z kobietami. Michael wreszcie się przełamuje i wraca do swej przyjaciółki z dzieciństwa, oczywiście pod pretekstem – tym pretekstem jest przeniesienie zwłok babci na cmentarzu z powodu budowy drogi. Wymówka jak każda inna (no może nie do końca), na szczęście prowadzi do pozytywnego wyniku. Powracają miłe wspomnienia, okazuje się że Annabelle dalej jest samotną kobietą, szarą mychą bibliotekarką (nie do końca taką szarą i przeciętną arrrr). Bruno po załamaniu i pobycie w klinice psychiatrycznej postanawia ruszyć w teren – na obóz, gdzie będzie spora dawka rozwiązłości. Przez kilka dni bezowocnie poszukuje kobiety do której mógłby się przytulić i… i coś jeszcze. Na szczęście odnajduje pewną panią. Zaczyna się dość szalony związek.

Bracia w swych kontaktach z kobietami są tak różni jak dzień i noc, jednak łączy ich jedno – poszukiwanie miłości. Jeden skacze z kwiatka na kwiatek w poszukiwaniu tej jedynej, lecz kolejne gołe dupy odwracają uwagę od wyższego celu. U drugiego potencjał seksualny zostaje przełożony na realizowanie się w życiu zawodowym, na czym cierpi jego życie osobiste, oraz seksualność tak ważna u każdej zdrowej na ciele i umyśle osoby. Po seansie można bez większej wiedzy docenić jak ważną rolę odgrywają dobre relacje w dzieciństwie z rodzicami, a także późniejsze kontakty seksualne.

Seans pomimo swej smutnej wymowy można zinterpretować iż na „miłość” nigdy i dla nikogo nie jest za późno, a życie bez tego uczucia jest zubożone i nic nie warte. Tuż po obejrzeniu złapałem strasznie dołujący klimat wywołany całym filmem. Wiadomo możesz się w swoim mniemaniu starać najlepiej jak tylko możesz, ale przez to że wdrukowana Ci przez rodziców wizja świata damsko-męskich relacji jest ułomna. Czyli podążasz do jak najbardziej dobrze skonstruowanej opcji relacji, która od początku była błędna i ułomna. Czyli zamiast od początku starać się zbudować rakietę by polecieć na księżyc, ty ciągle budujesz drabinę ze zużytych zapałek. To się kuźwa nie może udać.

Na pewno warto obejrzeć, jednak trzeba wiedzieć, iż film w swej wymowie jest słodko-gorzki. Dodaje nadziei na uczucie dla każdego, lecz pozostawia też poczucie, że należy łapać co się da, bo inni mogą rozkraść ten uczuciowy tort i nie zostawić nam nic godnego uwagi. Czyli nie ma czasu na wyczekiwanie na tego konia na białym rycerzu, bo może umrzeć na półpasiec zanim do Ciebie dotrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s