Mortal Kombat (2021) – między Sub Zero a Skorpionem

Z grą komputerową Mortal Kombat każdy nawet z mojego, starego pokolenia musiał mieć do czynienia. Ja jeszcze za czasów komputera Amiga 600, tak wiem gimbaza i nieco starsze anony mają zagwozdkę o czym ten stary dziad pitoli. A to była najlepsza przyjaciółka człowieka w latach 90-tych, zapewniająca ogrom komputerowych wrażeń. I na tej ślicznocie miałem okazję po raz pierwszy zagrać z bratem w Mortal Kombat. Od tego dnia świat nie był tym samym, wszyscy i wszędzie robili Fatality. A umiejętność zrobienia tego na joysticku była ważniejsza od umiejętności odszukania u dziewczyny punktu gie. Kogo to wtedy interesowało… Gra ta była jednym z tych kroków milowych w przebijaniu różnicy pomiędzy durnymi grami komputerowymi, a durnymi filmami akcji, karate i rozpierduchowymi. O tym się rozmawiało wszędzie, a na giełdzie komputerowej przy Grzybowskiej w Warszawie nie wiem jaka gra sprzedała się w większej ilości dyskietek niż pierwsza odsłona Mortal Kombat. Potem nawet zrobiono film w 1995 roku by na pewno załapać się na prime time i zgarnąć szekle. Był on kiepski i nawet fani gry zjechali go po całości, jednak pamięta się go z Christophera Lamberta jako Raydena oraz Cary-Hiroyuki Tagawę jako Shang-Tsunga, ale było wiadomo że nie jest robiona ona na poważnie, przecież to tylko adaptacja głupiej gierki. I oto nadejszła EJDŻ-BI-OŁ chwila na większą kasę wpakowaną w produkcję.

Akcja zaczyna się w zamierzchłych czasach, gdy samurajowie śmigają po Ziemi, a pojedynki na szable (bo słynna katana jest szablą nie mieczem) są częstsze niż rozwolnienie. Wśród wojowników znajdują się także tacy, co potrafią używać mocy… i nie są to rycerze jedi i akurat w tym wypadku zamrażają ofiary… Ale śmierć jest śmierć. I gdy ów zły zabija bodajże żonę i dziecko głównego gonza, i gdy ten powraca po wrzasku na chatę by zastać zamarźnięte na kość zwłoki zostaje napadnięty przez dwóch zamaskowanych typów. Wiadomo rozwala ich z lekkością byty, ale pojawia się ich więcej i więcej. A wiadomo z przeciwnikiem o sporej przewadze zawsze pomoże przywiązane do sznura ostrze. Wiadomo rozwałka szeregowych złych jest tylko po to by dobry rozgrzał się przed pojedynkiem z głównym źlakiem, który to czeka z przymkniętymi oczyma przycupnięty na kamyczku. I tu Hasashi Hanzo będzie mógł się zemścić i pomścić rodzinę w pojedynku ze złolem. Wiadomo obowiązkowa pierwsza krew, kung-fujki i inne nawalanki. Ostatnie słowa umierającego i zły odchodzi w stronę zachodzącego słońca… no prawie. Po prostu sobie idzie. Jednak po chwili płacz dziecka sprawia, że umierający powraca by pocharczeć i wypluć z siebie jeszcze parę litrów krwawicy. I wtedy jakaś moc otacza jego umierającą rękę jak i resztę ciała, które znika. A po chwili deszcz zmywa krwawe ślady i zjawia się bóg Rayden w swym specyficznym kapeluszu pośród wyładowań atmosferycznych. Odnajduje ostrze ojca, oraz dziecię ukryte pod podłogą chaty i odlatuje przy pomocy pioruniej teleportacji. Już wiesz, to nie będzie zwykłe dziecko.

Wiadomo pradawna przepowiednia, że Ziemia musi walczyć w turnieju by nie dotarły jakieś kosmiczne siły z kosmosu i nie rozkurwiły tego kurwidołka doszczętnie. Ale prastare proroctwo mówi, że nowa grupa mistrzów zjednoczy się pod okiem potomka Hasashiego Hanzo. Wiadomix. Więc oglądamy jak jakiś młody typ ćwiczy i walczy za grosze. Takie hobby. Występuje w zawodach coś ala MMA w klatkach, gdzieś na zadupiach. W sumie to teraz mocno modny klimat – tracić zdrowie i życie w prowincjonalnych zawodach w napieprzaniu się, a czasem i przyjmowaniu lepy na ryj. Kiedyś były dyskoteki, dziś mamy to bardziej sformalizowane, nawet za sport uważane. A skoro klepie się tam, to wiadomo że musi dojść do poznania kolejnego zawodnika, którego każdy z tych co napierdzielali Fatality patrząc na strony w Secret Service z solucją na pewno rozpozna. I tak postać do postaci, aż będzie ich tylu by wypełnić parę gaci. I zapewnić udawany Mortalowy klimat mamy też i obowiązkowe spotkanie z wiedzącym co jest grane i przygotowującym kilku mistrzów do walk. I w tym czasie muszą odkryć swoje moce!

I kurde od początku wiedziałem, że szmira. Zagłębianie się w ten świat, podróż uj wie dokąd i skąd by dotrzeć do tajnej bazy, tajnego boga, czekającego na tajne zmagania pomiędzy Ziemią i Pozaświatami… jakieś to takie z dupy. Postacie, też tak nakreślone markerem na maśle. Ale moment, gdy pada „Flawless Victory” to mi się morda ucieszyła, szczególnie że pada to z ust jednej z moich ulubionych postaci z części drugiej Mortal Kombat ze swoim zabójczym kapeluszem. Oj lubiło się nim ciąć przeciwników na pół podczas Fatality. I gdy dochodzi do finałowej rozwałki – brakuje w niej tego co najważniejsze w Mortalu – krwawej jatki i znanych ciosów. Troszkę tego było za mało. Człowiek jak powraca do tematów z czasów dziecięcych zawsze się łudzi, że może tym razem się uda. Film rozłożył swe uda, ale to i tak się nie uda… tam brak soczystego, różowego wnętrza wypełnionego ciepłem rozbujanych hormonów i proszącego się o dobitne wejście. Zabrakło sensowności scenariusza, mniejszego rozbujania potężnych postaci, a zajęcia się tymi mniejszymi w kierunku turnieju i szykującej się rozpierduchy. Tu standardowo chcą za dużo i za szybko, przez co postacie tak kosmicznie dojechane jak Kintaro (ten wielgachny typ co ma cztery ręce i był dopiero pod koniec do pokonania) wpadają niczym ziemniak do frytkownicy. Zanim docenisz jaki to był gigantyczny i odjechany ziemniak, już wcinasz frytę.

To nie jest dobry film, to jest kiepski film. Naprawdę, ale przynajmniej miał te pojedyncze drobinki, te ziarenka piasku, które dały złudzenie, chwilę że chciało się dokończyć seans jeśli kiedyś miało się unurzany joystick choćby Quickshot Q-130F, bo nie każdego było stać na Scorpiona. I choćby za odrobinę tych wspomnień plusik. A tak szkoda, że nie poszli w turniej i pojedynki postaci znanych i lubianych, jak zwykle szkoda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s