Wiking (2022) – wikiński mistycyzm

Oj jest hajp na wikingów ostatnimi laty i to mocny, a serial „Wikingowie” nakręcił go tak mocno… że sam łyknąłem go jak pelikan miętówkę, i nie bez wpływu na to miały takie czynniki, jak fajny klimat, dobrze dobrani aktorzy i sensowne, pełne wyrazu i silne postacie kobiece… czego brak we współczesnym kinie, jak i serialach, gdzie nawet tytułowa rola bywa zrobiona tak chujowo, że aż szkoda słów. Tak czy inaczej moda na wikingów trzyma się od lat, już gówniakiem będąc zauważyłem, jak chętnie powstawały grupy rekonstrukcyjne „bawiące” się w te ludy północy. Szkoda, że takiego powodzenia nie mają słowiańskie mity, wierzenia i kultura, ale o tym w następnym odcinku. Wracając do tematu, Człowiek z północy – bo tak go widzieli najeżdżani Słowianie, Bałtowie, Sasi, a przez naszych tłumaczy to Wiking.

Oglądamy historię Amletha, który pacholęciem będąc doczekał się powrotu ojca Aurvandila z wojny, a i późniejszego wprowadzenia w dorosłość przez wtajemniczenie w religijne opcje by przygotować młodzianina do roli króla. Jednak gdy tylko do tego doszło, okazało się, że brat króla Fjölnir wraz z przybocznymi postanowił zgładzić Aurvandila jak i jego syna by objąć ów tron. Dzieciakowi cudem udaje się zbiec i uciekając poprzysięga zemstę za ojca, chce zabić wuja i uwolnić matkę. I tak oto jako szczeniak trafia do jakiegoś wikińskiego plemienia, gdzie jako berserker walczy ze Słowianami. Po zdobyciu jednej z osad i wzięciu jeńców na niewolników dowiaduje się komu zostaną oni sprzedani… i słyszy, że jedna z łodzi płynie do jego wuja. Szybka decyzja, zmiana ciuchów, obcięcie włosów, zrobienie sobie własnoręcznie znaku niewolnego czyli wypalenie znaku na klatce piersiowej i dopłynięcie do płynącej na Islandię łajby i zadekowanie się bez wzbudzania podejrzeń. I tak oto trafia jako niewolnik do znienawidzonego człowieka i czeka aż Norny utkają odpowiednią nić…

Trzeba przyznać, że film ten został dojebany mistycyzmem i mrocznym klimatem. I to nie tylko chodzi o te momenty, które tylko w czerni i bieli prezentują dziejące się na ekranie dzieje (tak niby masło maślane, ale jak to co było dobrze oddane). I było tego tu tyle, że nawet dałoby się ten film sprzedać jako fantasy. W sumie dziwić to nie wszystko co tu wspominam nie powinno skoro zabrał się za to ten sam pan, który zrobił „Lighthouse”! Nosz kurwa to nie mogło się nie udać! Do tego znów zabrał na pokład jednego z moich ulubieńców czyli Willema Dafoe’a. Ale to nie koniec dojebania obsadą, przeca jako król robi ty Ethan Hawk, jako królowa Nicole Kidman, a w epizodycznej roli występuje najbardziej znana Islandka Björk, a i znany z serialu „Gra o tron” Hafþór Júlíus Björnsson czyli imć Góra! A główne role powierzył serialowym gwiazdom Alexanderowi Skarsgårdowi („Czysta krew”) i Anya Taylor-Joy („Gambit królowej”). I już tu na początku mogę to rzec – wyszejdło to całkiem zacnie. W sumie z samej obsady dałoby się wycisnąć minimum 6 filmów na Netflixie, na szczęście jest to normalna kinówka więc…

Oj dano tu sporo sosu dla wikingofanów, bo dodano parę akcentów wierzeniowych, oraz popierdolenia w zwyczajach. W sumie było mi to znane wcześniej… ale wiadomix jestem starszy od węgla, więc i najazdy Północniaków przeżyłem i dzisiejszych czasów dożyłem. W sumie parę momentów było porządnie dojebanych pojebanym klimatem – i ten gdzie ojciec wprowadza syna w świat narkotyków (wtedy nie było to zażywane przez kretynów co to mają ochotę się najebać, czy przez innych kretynów co to „poszerzajOM świadomość” [pisownia zamierzona], oraz biedaków co to chcą uciec od gówna tego świata, a wpadają bogom w odbyt poprzez za dalekie odloty) i mistycyzmu. Także berserkerzy jako wilcy czy ludzie nie że dźwiedzie ale niedźwiecie 😉 Do tego mnóstwo rozpierduchy pełnokrwistej, bo przecież tamte czasy były jak stek – albo pełnokrwisty, albo to nie ma sensu. Te momenty, gdzie oglądamy wszystko przez czarno-biały pryzmat… robią klimat, do tego prawie cały czas jest tak ogólnie posępnie, mroczno i przyciemnawo – no jak w życiu, tu nie ma miejsce na sręczowe okulary, bo im bardziej kolorowe tym więcej wysra ci się ono (życie) na łeb. Robiło to klimat, budowało go. Do tego w sumie uciągnięcie swych ról… a i pomimo swej pienkności obydwu stron damsko-męskiego tandemu głównych postaci, dają radę i robią różnicę.

Zdecydowanie oglądać, bo warto. Wikingoholików zachęcać nie muszę, bo oni łykną nawet produkcję made in Netflix i będą zadowoleni. Jest klimat, jest moc, jest ekszyn.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s