Doktor Strange w multiwersum obłędu (2022) – nie taki obłęd straszny jak go ma Strange

Doktor Strange, jak to doktor wprowadził się dobrze w świat Marvela i teraz pod nieobecność reszty tego uniwersum szaleje na swoich łamach filmowych. W sumie mam tu pewien zgrzyt, że typ spośród strażników ładu i składu, a nie dał rady Thanosowi choć potrafi wyczyniać różne cuda wianki. Trudno co zrobić, jakoś musieli zdziałać by świecie wypełnionym superbohaterami trafił się ekstremalnie wielki rozpierdol i poruszył monety w portfelach i zamienił je na wpływy z wyświetlania filmów. Ale cóż, teraz mało pozostało do dokręcenia w ichniejszym marvelowym uniwersum więc się kręci co się kręci.

Najsampierw oglądamy jak to jakieś dziewczę wraz z mającymi kitkę Doktorem Strangem uciekają przed demonem czy czymś takim w bardzo dziwnym anturażu. Próbują się dostać do zawieszonej w kosmosie książki, która ma pomóc dziewczynie ogarnąć jakąś tam moc. Ale wyskakuje jakieś większe demoniczne bydle i odcina dostęp do woluminu, do tego Strange chce zabrać nieznośny „ciężar” mocy nad którą ktoś nie panuje z dziewczyny i przelać ją w siebie, dzięki czemu będzie chronił ją przed tym kimś kto próbuje się do niej dobrać. Ale jednocześnie zabiłby dziewczynę. I nagle myk i przerażona dziewczyna znika z tego miejsca wraz z zabitym właśnie przez demona doktorem. I oglądamy jak to Nasz Doktor Strange sobie żyje, właśnie udaje się na ślub miłości swego życia, widać że wypierdala mu to flaki w kosmos ale robi dobrą minę do złej gry i ściemnia, że mu to rybka. I nagle ni z gruszki ni z cipuszki na zewnątrz jest jakiś rozgardiasz. Okazuje się, że na ulicy tuż obok chaty, w której dzieje się weselicho… przypadkiem dzieje się jakaś rozpierducha… jakaś dziewczyna ucieka, a dokoła rozwalane są auta, ludzie itp. Doktor Strange przywdziewa swój płaszyk i rzuca się w wir tego co rozumie – czyli walki z niezrozumiałymi siłami. Czarny mary i widzimy jednookiego potwora z mackami próbującego dobrać się do kupra uciekinierce, którą kojarzymy ze sceny poprzedniej. Wywiązuje się walka z potworem, gdzie doktorek wraz z miszczem oraz pewnej pomocy dziewczęcia zgładzają potwora. Później zapraszają dziewczynę do siedziby swej, ale ona nie jest chętna na kolejny kontakt z kolejnym Strangem, bo przed chwilą poprzedni chciał jej odebrać moc.

Tym razem Doktor Strange wreszcie coś działa w innych uniwersach, coś się dzieje w innych równoległych światach, bo poprzednio to tylko jakieś odpryski się trafiały, a niby o tym miała być cała opowieść. Jednak od razu poczułem pewien uczuć, mega podobieństwo do „Wszystko wszędzie naraz” w momencie przenikania pomiędzy światami, gdzie znów pojawia się wszechświat będący nomen omen komiksem. Taki insajd dżołk, dla kumających czaczę – którzy wiedzą, że to wszystko z komiksów się zrodziło. Ale nie było tak fajnie pojebanego świata jak ten parówkopalcy. W sumie od dawien dawna wiemy, że producenci lubią podobne pomysły wypuszczać w podobnym czasie coby na fali danego filmu złapać swoje oczekiwane szekle.

Wiedziałem przed seansem, że będzie efektownie – bo na tym się opiera tego typu produkcje. Fabularnie… cóż dzieje się – wiadomo wizyty w innych światach równoległych, choć liczyłem na bardziej popierdzielone opcje niż te w których byli, albo chociaż na ciekawe opcje typu coby było, gdyby III Rzesza wygrała II Wojnę Światową? Nie, tu jest tak banalniej. Choć dorzucono wizytę u byłego kumpla Mordo, jak i inną wersję Kapitan Marvel (ofkors jest czarna jakby to wyprodukował Netflix, ale tutaj przynajmniej to pasuje jako inna wersja rzeczywistości i jest spójne) i inni superbohaterowie, którzy bardziej skojarzyli mi się z postaciami z „Chłopaków” komiksu jak i serialu na Amazon Prime, a skojarzyli przez swą taką pierdołowatość. Mamy też znów wiedźmę i ostrą rozpierduchę z nią, ale i te niuanse rodem z filmów obyczajowych z TVN-u. Takie dzieje się, ale na spokojnie pomimo, że emocjonalnie. Troszkę ten zwrot akcji z wiedźmą był taki… jakiś… mało wiarygodny. Za to motyw odnośnie zakochania Strange’a w dr Christine Palmer w tym świecie, jak i wersje z innych odłamów rzeczywistości jest ciekawym motywem.

Takie tam oglądadło, by dopełnić świat Marvela, ale zdecydowanie nie buduje się tu nic mega… no może poza pojawieniem się w tym uniwersum Charlize Theron, którą lubię a i grać potrafi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s