Amerykański wywiad wojskowy i ty! (2006) – satyrycznie o amerykańskim woju

Patrząc z perspektywy lat jakie upłynęły od II wojny światowej zrobione na potrzeby amerykańskiej propagandy wojskowej filmy wykonały swoje zadanie w stu procentach. Dziś posłużyły jako materiał wyjściowy dla satyrycznego obrazu „Amerykański wywiad wojskowy i ty!”. Wszystko zostało wystylizowane na lata czterdzieste, aby nadać jak największego realizmu. Dodano zadrapań, poplamień na cyfrowej 35-milimetrowej taśmie filmowej i oczywiście jest czarno-biały. A wszystko to, aby ostrze współczesnej satyry zostało naostrzone historią.

Oś fabuły to działania amerykańskiego wywiadu wojskowego chcącego wykryć położenie bazy niemieckich myśliwców, z której atakowane są eskadry bombowców. W tej wojnie (według filmu) najważniejszą rolę odgrywały nie działa i czołgi, a jak buńczucznie powiadamiał nas narrator informacje.

Reżyser nieźle sobie poczynał wyśmiewając tak uwielbiany przez amerykanów patriotyzm. Dostaje się tu jednak tylko tym na górze – politykom, generałom. Dale Kutzera jednak bał się dać też kopniaka szaremu żołnierzowi, cóż można to zrozumieć przecież komuś miał się ten film spodobać, a że szeregowców najwięcej w armii… Wyśmiewanie starych sztuczek propagandowych, które po słynnym 11 września zmartwychwstałych by znów wesprzeć ten „najlepszy z narodów świata” w walce ze złem w każdym zakątku globu ziemskiego. Dodatkowo ten film zyskał nieco na wartości patrząc na aktualne spadki amerykańskiej gospodarki. Taki nieoczekiwany i nieprzewidziany przez twórców bonusik. Pod płaszczykiem wyśmiewania starych propagandowych filmideł zauważymy satyrę na bzdurne i urwane z kosmosu uzasadnienia ataku na Irak, całej tej świętej wojnie przeciwko terroryzmowi na frontach całego świata.

Użyto sporo zdjęć archiwalnych, które zostały połączone w zgrabną całość po dodaniu aktualnie nakręconego materiału mającego połączyć te strzępki w zwartą całość. Wyśmiano w tym filmie każdy aspekt wojny od dowództwa „przejmującego” się każdym żołnierzem, po patriotyczne gadki mające wlać ducha walki w serce każdego amerykańskiego żołnierza i nazistowskie formy tortur (takie mocne podkręcenie grzejników w celi każdego zmusi do gadania). Nazwy niemieckich miejscowości uśmieszniono dzięki czemu otrzymaliśmy taki wynalazek słowotwórczy jak Ryboflavin. Każdy z występujących aktorów był jednym ze stereotypowych wersji żołnierza – czy to twardy, acz z sercem major wywiadu, czy przeciętny, acz waleczny kiedy należy zwykły żołnierz.

W filmie tym zabrakło tylko powiewającej na wietrze amerykańskiej flagi oraz widoku plakatu z Wujem Samem w roli głównej. Może to i dobrze? Bez tych zgranych motywów i tak porządnie dostało się całemu amerykańskiemu stylowi bycia – my jesteśmy samo dobro, nawet brak dowodów na zagrożenie jest dowodem. Tak USA-czyk śmieje się sam z siebie i robi to bez żenujących żartów o wydalaniu i kopulacji, normalnie jak nie USA-czyk. Wszelkie stylizacje udały się w stu procentach, a połączenie aktualnie nakręconego materiału do archiwalnych zdjęć przebiegło bezboleśnie dla oglądającego film widza.

Bardzo wesoła przerwa pomiędzy poważnymi dziełami i dobra zabawa. Satyryczny zastrzyk humoru trafiający celnie wszędzie tam gdzie uderza. A reżyser zastanawia się nad kolejną częścią, teraz ma być o ekonomii… Minęło ponad 10 lat i nadal czekam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s