Green Zone (2010) – poszukiwania irackiej broni masowej zagłady

Kino wojenne from US and A wkroczyło w nową fazę, przeniosło się do Azji… Nie, nie tam gdzie już się przyzwyczailiśmy, teraz jest to Irak aktualnie doganiany Afganistanem. W sumie coś nowego, jednak jak na razie twórcom brakuje świeżości i pomysłów w pokazywaniu działań wojennych w owym rejonie.

Ale do rzeczy. W 2003 roku podczas inwazji na Irak starszy chorąży Ron Miller wraz z oddziałem rusza na kolejną misję odnalezienia broni masowej zagłady. Ma ona być ukryta, gdzieś w Iraku – tak przynajmniej donosi tajne źródło. Po przeszukaniu kolejnego rejonu, gdzie ani widu, ani słychu broni chemicznej chorąży zaczyna się zastanawiać nad wiarygodnością informatora.

Z jednej strony miłe dla oka ujęcia Iraku, jaki znamy z reportaży wojennych pokazywanych w wielu telewizjach, z drugiej nieco odkryto tajemnice działania wojsk amerykańskich od kuchni. I jedno bije w oczy – tam nie ma współpracy, to nie jest gra zespołowa, tutaj każdy rodzaj armii (marines, oddziały specjalne, lotnictwo itd.) jak i wywiad działają w sobie tylko znanym kierunku. Z tego można wywnioskować, iż ogromny chaos i rozgardiasz powodujący większość wpadek, jakie przydarzyły się amerykańcom jest wynikiem tej walki o sławę i władzę. Przepychanki, by jak najlepiej wypaść przed mister prezydentem, oraz najwyższymi rangą przedstawicielami służb zbrojnych, oraz opinią publiczną. I to wszystko za wszelką cenę.

Kolejny raz musiałem zagryzać zęby oglądając większość ujęć z ręki. Nie mogę podejrzewać hollywooodzkich twórców o brak kasy na dobry sprzęt zdjęciowy, ale czy do jasnej cholery mogliby powrócić do kręcenia w sposób nadający się do oglądania?! Przecież można dostać palpitacji patrząc na trzęsący się ekran, gdzie podobno (wnioskując po dźwiękach) dzieje się coś bardzo ważnego. W najważniejszych momentach, gdzie jest akcji i dynamizm pozostaje tylko uzbroić się w cierpliwość, że za chwilkę operator powstrzyma wstrząsanie kamerą… A parę stabilnych ujęć wyszło bardzo dobrze, szczególnie na początku, gdy oglądamy panoramę Bagdadu w trakcie walk. Szczerze powiem, że mam już dość tej maniery, trzęsący się obraz dobija i psuje radość z oglądania filmu.

A najgorsze w tym filmie jest to, iż cała fabuła oparta została na domniemaniu o składowaniu ogromnych zasobach broni masowej zagłady w Iraku. Przecież każde małe dziecko wie, że ten argument był z palca wyssany. Tocz to tylko pretekst by dokopać Saddamowi (notabene należało się temu skurczybykowi) i przeciąć władzę nad kolejnymi złożami ropy. Bo przecież amerykańscy żołnierze wkraczają do walki tylko tam gdzie są wartościowe złoża by nieść im kaganek demokracji. Cała reszta owej intrygi wypada już bardzo dobrze, z chęcią kibicujemy głównemu bohaterowi w jego dochodzeniu do prawdy, którą każdy z nas zna przed rozpoczęciem filmu. Matt Damon jak widać z kolejnych jego filmów wkroczył już do kina akcji na stałe.

Sceny walk i akcji, gdyby nie to debilne wstrząsanie kamery byłyby niezłe, a tak są tylko przeciętne. Cały film także ogląda się dość dobrze (poza wspomnianym minusem), jednak brakuje tu prawdziwej niespodzianki, suspensu który zwieńczyłby intrygę. Czas seansu biegnie dość szybko co przy tego typu filmie mającym być czystą rozrywką staje się plusem. Czyli taki film do obejrzenia, bez większych zachwytów, taki pod niedzielny obiad w sam raz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s