Jujutsu Kaisen 0: The Movie (2021) – liceum walki z klątwami

Wiadomo chińskie bajki mają w Polsce branie już kilkadziesiąt lat, moda owa naszła po czasach słynnego kanału (gimby nie znajo) Polonia 1, gdzie parę „hitów” można było zobaczyć. Anime i manga podeszły dużej części małolatów i wyjątkowo także małolatek, bo jak inne opcje komiksowe są raczej zmaskulinizowane, tak chińskie bajki lubią też girlsieny. I oto pojawiło się to coś. Jako, że ni uja nie znam się na chińskich bajkach, poza studiem Ghibli ofkors, to stwierdziłem, że dobra nic premierowego nie ma to choć animacjone będzie obejrzone.

Młody chłopak jest obarczony klątwą… ale specyficzną, bo próbujący dobrać mu się do dupska w szkole osobnicy dostają od bliżej nieokreślonej (znaczy określonej, ale buduję napięcie) siły wpierdziel, że aż się krew leje. Ten incydent (a raczej całokształt) sprawia, że zainteresował się nim szefuncio Liceum Jujutsu. Otóż w tej szkole można naumieć się zwalczać klątwy, a chodzą do niej dojebani czarownicy jujutsu. Trafia do klasy z dziewczyną Maki Zen’in, obarczony klątwą mówienia Togego Inumakiego, który mówi tylko słowami, które opisują zawartość bodajże sushi, oraz panda (tak, panda która mówi!). I okazuje się, że klątwa którą ma związana jest z tym, że za młodu był zabujany w swojej sympatii. Byli mega dzieciakami, ale złożyli sobie śluby, że jak dorosną to się ochajtają. I traf chciał, że Rika Orimoto zginęła na jego oczach, potrącona przez auto. I ta sytuacja wywołała ową klątwę. Teraz będąc w tym liceum dla magów rusza od raz na głęboką wodę wysłany przez swego nauczyciela Satoru Gojo. Mają zwalczyć klątwy w pewnej szkole podstawowej.

Trzeba przyznać, że ilość kaszojadów pci obojga… choć w dzisiejszych posranych polityczną poprawnością czasach wymyślonych płci jest jeszcze więcej… więc nie wiem, czy któreś z nich nie utożsamiało się z byciem aseksualną miednicą, czy pomimo bycia fizycznie daną płcią ciągot do drugiej płci, jednak utożsamiania się z płcią która tego czegoś lub kogoś pociąga, ale bez chęci do zmiany swej płci przy pomocy noża. Na sali było całkiem sporo młodzieży młodszej. I owa widownia jednoznacznie wskazywała do kogo jest kierowany film. W sumie nic o tym czymś nie widziałem, ale podejrzewałem że jest za tym jakiś bakgrand – i chwila gógłania i mamy siakieś komiksy czyli mangowość pełną gębą. Nie jestem jakimś fanem tejże formy rysowania i związanych z tym pewnych motywów, ale obejrzeć mogę (komiksy to już inna bajka, kojarzą mi się z telenowelami, bo tego jest tyle że nie ma szans by przez 200 lat obczaić to wszystko).

W sumie ledwie w kilku momentach były chwile zostawione na oddech, a tak cały czas akcja, pojedynki magów z demonami, magów z klątwami, magów z magami, demonów z klątwami, klątw z klątwami i demonów z demonami. Ekszyn rysunkowy na pełnej putanie. Kreska byłą ok, bez przegięć, ale i bez większego wyróżnika jak dla mnie. Ot patrzysz i widzisz – „chińską bajkę” i tyle. Nie zachęca, nie odrzuca… choć plakat to jest fatalny… nasrali na nim tyle, że jeszcze więcej i pojawiłaby się tam Amber Heard by dokupsztylić coś od siebie. Dodatkowo w myśl akcji Hooolllywoooodzkiej (i fabularnie i plakatowo) starano się cały czas trzymać wysoki poziom obrotów akcji by przebodźcowani małoletni nie odczuwali aż tak wielkiej potrzeby poklikania w swojego buraka (od tłumacza: burak to telefon komórkowy, nazwa własna pochodząca od użytkowników tychże i będących burakami).

Niby można nawiązać nić porozumienia z głównymi postaciami… ale jakoś przeszło to obok mnie, więc momenty wzruszające były u mnie ziewnięcia wymuszające. I to serio, bezwiednie w momencie przełomowego wzruszania odpaliła mi się ogromna chęć ziewania – a że z tym się nie dyskutuje to ziewłem se. Cała główna oś fabularna… takie tam, mocno dało mi się tu odczuć, że to jest produkcja taśmowa – czyli ma to być w setkach komiksów, czy odcinków serialu, a nie że wymyślone pod film pełnometrażowy. Do tego w sumie jako plus niuans, że tu nie ma takich dobrych-dobrych i złych-złych, bez tego podziału. Jest jak w życiu, że ludzie mogą być i tacy i tacy, a rzadko kto jest jednoznacznie dobry czy zły. Motyw przyjaźni dwóch wielkich magów, którzy stają po różnych stronach barykady – niby oklepane, ale gładko tu wkomponowane i pasujące do reszty, szczególnie bo historyjce z retrospekcji wyjaśniającej to i owo.

I co ja tu mogę napisać? Kto nie lubi chińskich bajek i tak nie obejrzy, a kto lubi i tak zobaczy. Tak czy inaczej nie jest to coś co nielubiących odzniesmaczy od chińskich bajek, czy sprawi, że będą zadowolenia na przymknięcie oka że to chińska bajka i obejrzeli. Nie. To jednak bardziej dla fanów mangi i anime produkcja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s