Top Gun: Maverick (2022) – Top Gun: Mission Impossible

„Top Gun” to był mega hit. Panie śliniły się na górze i dole na widok Tomcia Kruzika bo jeszcze nie wiedziały, że nie jest mężczyzną bo nie ma mitycznych 185cm wzrostu. A panowie mieli swoje latające zabawki i na odczepne blondynkę Kelly McGillis (wtedy z blondynek zdecydowanie stawiałem na Sharon Stone i Michelle Pfeiffer). W wypożyczalni kaset wideo (gimby nie znajo) trzeba było się zapisywać na zeszyt by wypożyczyć. Fajnie się to oglądało i do tego już memiczna muzyczka rockowa jako utwór tytułowy i ten gitarowy moment, ten motyw, który od razu pojawia się w głowie jak i z „Rocky’ego”. Coś podejrzewam, że niejeden późniejszy członek Lotniczej Akademii Wojskowej wychował się na tym filmie i widok F-14A Tomcata z jego zmienną geometrią skrzydeł sprawił, że chciał latać, ale najpierw pod plakat z nim niańczył borsuka. I oto teraz cały na biało (taki akcent do umundurowania sił lotniczych marynarki wojennej US and A) wjeżdża „Top Gun: Maverick” czyli druga część.

Oglądamy jak to Kapitan Pete „Maverick” Mitchell sobie żyje samotnie i powoli, ale nadal w czynnej służbie jako pilot oblatywacz. I pojawia się problem, bo kontradmirał Chester „Hammer” Cain chce zamknąć projekt przy którym pracuje nasz ziomuś. Otóż eksperymentalny samolot nie spełnił jeszcze wymogów – a miał osiągać prędkość 10 machów, a na razie oblatano go… znaczy przygotowano do próby na „jedyne” 8! Idzie info, że kontradmirał właśnie ma przyjechać, więc Pete wpada na pomysł, że skoro go jeszcze nie ma, to on usiądzie za sterami i poleci by spełnić ów wymóg i uratować projekt i tym samym pracę sobie i ludziom w to zaangażowanym. Oczywistym jest, że pomimo ostrzeżenia od współpracownika, żeby nie przeginał, on idzie na całość. Wali ponad 10 machów i dochodzi do awarii, samolot trafia szlag, Maverick katapultuje się i ląduje gdzieś na zadupiu Stanów Zjednoczonych. Ale to dopiero początek. Otóż okazuje się, że jakieś państwo chce bawić się rozczepianiem atomu, ale przeciwni są temu lubujący spokój i pokój amerykanie mają na to inne zdanie. Otóż chcą przy pomocy samolotów zrobić zrzut kilku bomb zanim trafią tam materiały rozczepialne i ukrucić owe chęci. Ma tego dokonać złożony z the best of the best pilotów amerykańskiej marynarki wojskowej, a oddelegowany do tego zostaje niejako za karę, ale i w nagrodę na prośbę admirała Toma „Icemana” Kazansky’ego. Wśród śmietanki znajduje się także syn jego przyjaciela Goose’a, który zginął w „Top Gun” podczas feralnego katapultowania się. Maverick ma tylko 3 tygodnie by wyszkolić ich do przelotu wąskim wąwozem poniżej odbioru radarowego rozstawionych wyrzutni rakiet przeciwlotniczych SAM, by potem wznieść się do krateru i na jego dnie wstrzelić się celnie z bombą, a następnie na dopalaczu wzlecieć nad pionową ścianą i spróbować uciec od rakiet wystrzelonych z SAM-ów i ewentualnej obstawy lotniczej, a wszystko to w czasie bodajże coś koło 3 minut.

Oj widać, że producenci Hooolywoooodzcy mocno idą w sentymentalizm, oj bardzo mocno! Odświeża się stare hity, by teraz pokolenie 30 i 40 latków mogło powrócić do czasów dzieciństwa za jedyne… (tu wstaw kwotę biletu w swoim multipleksie). Wcześniejsze oznaki zarobionej kasy na sentymencie do „Pogromców duchów” dały znać, że to się uda skoro „Pogromcy duchów. Dziedzictwo” swoje szekle dodali do ich portfolio. I może nie ma tu Kelly McGillis bo nie zestarzała się tak dobrze jak wiecznie młody amerykański Ibisz czyli Tom Cruise, ale dano inną z wyglądu całkiem sympatyczną aktorkę Jennifer Connelly. A do wszystkiego tego oczywiście wrzucono stary, dobry motyw muzyczny i gitarowy motyw, wrzucono też coś świeższego w scenie grania w rugby… a nie to US and A więc grania w football, choć to nie jest football tylko rugby ale po amerykańsku. Ale ten utwór jest po prostu badziewny, nie ma klimatu i nikt o nim nie będzie za 20 lat pamiętał, co ja piszę! Już za miesiąc nikt nie będzie go szukał na jutubach, a dzwonki ni będą lipsingować na tika tokach. Dali jeszcze bliżej końca kawałek Lady Gagi i ten już może być, ale tutaj ważniejsze było, że nie poszli o krok za daleko i nadal puszczają utwór z pierwszego „Top Guna”. Widzimy tu też Tomka Kruzika w tej, TEJ kurtce (wiesz kto w nią wciskał piczona) na motocyklu z obowiązkowymi okularami przeciwsłonecznymi, acz bez kasku. Jak za starych czasów. I nie zapominajmy o najlepszym… czyli samolotach 🙂 Choć są tu jakieś bajki z kosmosu projektowe i samoloty klasy piątej… znaczy 5 kategorii… znaczy 5 generacji, ale i mające brać udział w karkołomnej misji F-18 w wersjach jedno i dwuosobowych. Ale nie płaczcie… bo zaspoileruję wam – będzie także F-14.

Dla mnie w pewnym momencie zatarła się opcja filmu i rzeczywistości – bo postać Maverika czyli samotnego faceta, który nie ma rodziny bo poświęcił się swojej religii – lataniu w wojsku to opcja porównywalna z życiem Toma Cruise’a, może miał kilka żon i kilkoro dzieci to raczej nie widać by poświęcił się rodzinie, a scjentologii. Ale walić to. Kolejna rzecz, w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy scenarzystom nie pokićkało się jaki film kręcą, bo są tu akcje rodem z „Mission: Impossible” i to w tym negatywnym sensie. Ja wiem, że to bajka o samolotach i kilka scen o tym mówi mocno, ale miejmy jakiś umiar i nie mieszajmy postaci. W paru momentach tak mocno jadą po rajtach sentymentalizmu, że mogę się założyć, iż niejednemu zakręci się łezka w oku. Na szczęście pod tym względem mają więcej wyczucia, choć parę momentów – wyciskaczy z finałowych akcji to mogli nieco sobie darować. Ogólnie finałowe akcje, sceny to już jazda bez kasku, bez okularów, bez trzymanki, bez rąk… ilość zbiegów okoliczności by mogło dojść do tego do czego doszło jest mniej prawdopodobna niż to, że trafię 6 w totka. Nie będę spoilerował nawet informując, że to spoiler byście nawet przez przypadek tego nie przeczytali i nie mieli tego zaskoczenia: „co tu się kurwa odpierdala?”, wolę byście to załapali sami sobie 🙂 Dobra nieco muszę wam napisać – otóż patrząc na wydarzenia to co się dzieje musiałoby trwać minimalnie kilkadziesiąt minut, a bliżej kilka godzin, a patrząc na to co jest na ekranie… to wszystko dzieje się w około 2-3 minuty i nie, że klasyczny przeskok czasu, pominięcie niewygodnych do kręcenia przydługich scen podróży… ale fakty iż błyskawiczna akcja, gdzie szybko pojawia się lotniskowiec z samolotami i równie szybko musi się zmyć, więc nie byłoby czasu na te kilka godzin. Tu po prostu jest kolejność wydarzeń spójna, ale czas jaki to trwa rozjeżdża się niczym ja na łyżwach, że aż puszczają portki w kroku i wystają dziurawe gacie po tacie.

Trochę za mało jest tu budowania tej relacji by była chęć kibicowania młodym pilotom – wręcz dla mnie wygląda to tak, jakby był jakiś film, albo serial na Netflixie bo to bardziej modne pomiędzy „Top Gunem”, a jego częścią drugą, gdzie dowiadujemy się kim są Ci najlepsi latacze w marynarce wojennej. Ale rozumiem, że po prostu więcej czasu dali Tomusiowi by pokazywał się jako wiecznie młody i wiecznie żywy reptilianin Cruise.

Tak czy inaczej swój sentymentalny cel spełnia, choć końcówka daje jeszcze jeden motyw sentymentalny, ale i w uj motywów przeginalnych. Małoletni nie będą mieć tak wielkiego fanu jak my boomerzy wspominając to oczekiwanie w wypożyczalni na swoją kolej i sprawdzanie codziennie czy nikt się nie rozmyślił. A potem poszukiwania utworu by sobie go posłuchać i szaleństwa by od wieloletnich fanów fruwolotów dorwać jakiś numer czasopisma „Skrzydlata Polska”, czy skądś skombinować plakat z F-14 na ścianę.

3 uwagi do wpisu “Top Gun: Maverick (2022) – Top Gun: Mission Impossible

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s