Spectral (2016) – srektale

Przyszłość, jakaś rozpierducha, w tle miasto a na pierwszym planie estakady, które już nie trzymają tej formy oraz jakiś żołnierz oczekujący na wsparcie. Znajduje martwych ludzi z dziwnymi oczami. Coś słyszy, wchodzi dalej i nadal mając założone na oczy… nie wiem wizjery, czy łot de fak widzi coś. Zwraca się do centrali czy widzą te zakłócenia, po zdjęciu z oczu owych „wizjerów” poza brudem w pomieszczeniu nic nie widzi, ale gdy zakłada z powrotem je jakaś energia cy-cuś go trafia i też ma dziwne oczy na zakończenie żywota. Później oglądamy jak Clyne przechadza się po jakimś złomowisku, składowisku odpadów szuka jakiegoś ogniwa, elektroniki… uj wie. Wraca do się czyli jakowegoś centrum badawczego. I tam okazuje się, że udało się pozyskać coś robi różnicę w projekcie nowoczesnej broni, znaczy się on chce by to było coś odstraszającego. Ale trwa wojna Mołdawska i potrzeba nowych technologii.

Wiem, ja wiem… nie brzmi to za ciekawie co wpisałem jako opis fabuły, ale tak wygląda pierwsze 10 minut filmu. Potem przez kilka minut jest szybki przeskok, gdzie od razu imć Clyne zostaje wezwany by obejrzeć te dziwne rzeczy, dostaje do podpisania dokument o niejawności od pani z CIA. Czyli już wiadomo, że będzie miał przechlapane jeśli nie dowie się co zabija ludzi, a przede wszystkim amerykańskich żołnierzy – skoro zginął ichniejszy soldier. Naukowiec podnosi rękawicę i daje nowoczesną kamerę by złapać dobre ujęcia. Kto wie, co uchwyci… kto wie czy coś nie przemyci? Wiadomo, że tworzą się spięcia pomiędzy nimi a żołnierzami, skoro pojawia się taki „gryzipiórek” i ma swoje widzi mi się. Wiadomo spięcia, gięcia – i dochodzi do zagięcia, ale przychodzi ktoś wyższej szarży i humorystycznie przekonuje niedowiarków do tego, że powinni mu zaufać. No takie takie tam. Banalizatory. Do tego CIA chce pozyskać technologię maskującą… jak nazwali te dziwne interferencje i zakłócenia wyglądające jak istota człekokształtna, a naukowiec rzuca, że ważnym będzie celny ostrzał. Czyli kolejny banalizator – hamerykańskie slużby kontra dobry umysłowy.

Jako pochłaniacz dużej ilości treści sf jestem wręcz przewrażliwiony na walenie w człona przez pisarzy, czy jak w tym wypadku scenarzystów, reżyserów i całej reszty. A opcje, że błyskawicznie wysłany na misję do obcego kraju naukowiec… i od razu pojawia się owa dziwna obecność… do tego wyjebuje pojazdy którymi się poruszają żołnierz w powietrze na minie by nie uciekli od tej obecności, tego posiadacza kamuflującego kombinezonu. Wali członem jak nic. Do tego późniejsza opcja obrony… A już opcja upgrejdu sprzętu by widzieć… to, albo jak z tym „walczyć” i jak pomóc by zobaczyć… To już wyższa szkoła walenia w człona. W sumie największa opcja walenia w członozaura to UWAGA SPOILER UWAGA SPOILER znaleziona zasłona, odgrodzenie się od tego czegoś złożona z opiłków żelaza… a niby strzelali do nich pociskami z żelaza… i nic im nie było. KONIEC SPOILERA

Niby wiele się dzieje, jakieś rozwałki itp. ale zupełnie człowiek nie jest zainteresowany tym czy główni bohaterowie przeżyją. Widać, że o to zadba scenarzysta, a nie fakty z fabuły. Jakby coś poszło za daleko i za mocno… to on zawsze to wygumkuje i będzie git. A już zwrot akcji odnośnie odkrycia co to jest, jak to jest, gdzie to jest… normalnie rozkmina tygodnia na kiblu przy kac kupie. A już konstrukcja opcji by móc się temu przeciwstawić… ło matko jakie to było suabe. Normalnie fabularnie klasyczna produkcja made in Netflix – czyli zatrudnia się kilka znanych nazwisk, sporo w efekty… a fabuła? Fabuła napisze się sama.

Nie… nie oglądać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s