W szponach strachu (2007) – w pazurkach gniotowości

Obejrzałem ten film z czysto perwersyjnej chęci poobcowania z tandetnym horrorem ze zwierzętami. Bo jakby nie było kiedyś z wielką chęcią łykałem tego typu rzeczy tak książkowe, jak i te a kasetach wideo (tak znów przypomnę jestem stary i wychowałem się w epoce wideo). Film bazuje na pomyśle zwanym z klasyka mistrza saspensu „Ptaków” Hitchcocka, czyli ataku skrzydlatych zwierząt na rodzaj ludzki. Jednak do poprzednika brakuje mu tyle co babce z piasku do piramid z Gizy.

Fabuła to zlepek ataku kruków na mieszkańców małej miejscowości. Fragmentaryczne ukazanie głównych bohaterów, aby po chwili zostali napadnięci przez te budzące grozę ptaki.

Od lat powstają kolejne horrory i thrillery, które można by umieścić w specjalnej szufladce z napisem zwierzęce horrory. Takie klasyki jak wspominałem już wcześniej „Ptaki”, jak „Szczęki” Spielberga to jedno z niewielu które oferowały coś sensownego i wartego obejrzenia widzom. Pojawiło się też wiele mega arcymasakrycznie tandetnych produkcji ze zwierzątkami w roli głównej, wymienię choćby „Pająki”, „Arachnofobię”, „Anakonda”, „Ślimaki” (to po prostu perełka), „Piranie”, „Rój” (przy pozostałych prezentuje się dość dobrze), „Aligator” (i ten z 1980 jak i ten z 1999 roku). W sumie lubię sobie czasem obejrzeć coś z tego wyśmienitego kanonu sztuki tandetnej i jak na horyzoncie zdarzeń pojawił się ten oto film „W szponach strachu” stwierdziłem, że trzeba sobie obejrzeć.

Film zdecydowanie umiejscawia się na dnie jakiejkolwiek krytyki. Fabuła to tylko pretekst do pokazania ataków ptaków. Często ujęcia lecących kruków to istna rewia tandety i braku pomysłu jak to pokazać by widz to łyknął, łykną że to prawda. Nawet przy patrzeniu przez palce, przy mrużeniu oczu widzimy jak nędznie nałożono ujęcia ich lotu. Kilkukrotnie śmiech dusił w zarodku chęć wyłączenia tego paszkwila, zawsze to jakaś reakcja.

Trudno mówić tu o wybitnych kreacjach aktorskich. Jak dla mnie najlepiej w swej roli wypadł zadziobany owczarek niemiecki. Pięknie odegrał w scenie poprzedzającej swój zgon – strach przed krukami i chęć ostrzeżenia swego pana przed siedzącymi za nim skrzydlatymi potworami.

Kolejne odsłony ptasiej masakry wzbudzały politowanie. Wszyscy ginący pod naporem twardych, przywykłych do dzielenia padliny dziobów zachowywali się jak typowo głupi bohaterowie horrorów – zawsze ładowali się tam, gdzie nie trzeba, a gdzie potrzebował ich scenarzysta do dupnego poprowadzenia fabuły.

Wręcz powala na kolana inteligencja kruków! One potrafią zastawiać zasadzki na ludzi stosując przynętę, przerywają druty telefoniczne… Czekałem na moment, kiedy powiedzą, że nie chcą już grać w tandetnej horrorzynie. Intelektem przebijały one połowę polskiej sceny politycznej.

Sceny wyżerania wnętrzności, były równie tandetne jak ujęcia ataków ptaków, które waliły komputerową sztucznością wykonania. Aż żal tyłek ściska, że robi się jeszcze tak nędzne efekty specjalne i w sumie nikomu niepotrzebne filmy.

„W szponach strachu” to istny pustostan na każdym polu – brak fabuły, efektów, zdjęć, aktorstwa, dobrych ujęć, ciekawych scenografii. Nie ma tu ani jednego pozytywnego elementu, dla którego warto by zawiesić na tym czymś oko. Ja wziąłem na siebie cały ból z oglądania tego filmidła, i mam nadzieję że cierpiałem za miliony, które po przeczytaniu tego tekstu nie obejrzą nigdy tego barachła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s