Jurassic World: Dominion (2022) – Jurajski Światek: Ułomnion

„Park Jurajski” z 1993 roku zrobił rozpierdziel i nakręcił kolejne fale zainteresowania dinozaurami. Ja fanem przedwiecznych gadów byłem już od gówniaka, więc wpadłem jak gówno w wentylator. Potem wyszło jeszcze parę części… w sumie to nawet nie bardzo wiem ile tak bez sprawdzania… Ale chyba narobiło się tego, że można nazwać to kolejnym wielkoekranowym serialem kinowym. A że poprzedni odcinek był aż 4 lata temu, więc można było spodziewać się kolejnej odsłony. I tak też było, w sumie to wypuścili go tuż przed sezonem urlopowym by złapać jeszcze kompletne rodziny do wyciągnięcia kasy na seans.

Zaczyna się od tego, jak to dinożarły poszły w świat i musimy się do tego przystosować, współżyć z nimi skoro się już je wskrzesiło. A potem… jak to było do przewidzenia nadal Owen Grady i Claire Dearing chronią na jakimś zadupiu Maisie Lockwood. Starają się ją trzymać z dala od cywilizacji by jej nikt nie wypatrzył i nie porwał w imię nauki. W okolicy kręci się dinożarłrzyca Blue… i okazuje się, że się odinożarłżyła i ma młode. A wszystko to w momencie, gdy pojawiają się w okolicy łowcy dinożarłów. Ich szefuncio zauważa też dziewczynę i dostaje od swojego zleceniodawcy zlecenie na jej porwanie. I tak oto porywa młode Blue i Maisie. Porwane przemyca na Maltę, skąd mają zostać zabrane do części Dolomitów odseparowanej od reszty kraju, gdzie swoją miejscówkę ma firma zajmująca się czerpaniem zysków z dinożarłów i bawi się mieszaniem genów. W tak zwanym międzyczasie okazuje się, że ktoś wypuścił jakieś zmutowane, popromienne owadzie mutanty – szarańczę, która niszczy uprawy w USA w Teksasie itp. Gigantyczne robale potrafią opendzlować pole kukurydzy szybciej niż ja kebsa o 2 w nocy po intensywnym imprezowaniu. Ale… owa szarańcza nie zżera pól obsianych zbożami wypuszczonymi do sprzedaży przez pewną firmę BioSyn (bodajże tak się to zowie). I uwaga Owen Grady i Claire Dearing wyruszają by odbić na Malcie swoją „córkę” oraz dziecko Blue, bo Owen obiecał dinożarłrzycy, że tak będzie!

O ja pierdzielę! Już w pierwszych pięciu minutach tego filmu trafia się tyle niedorzeczności, że po prostu zawór podtrzymujący jako takie działanie mego ułomnego mózgu po prostu pierdolnął od ciśnienia!~Bo jak samo wskrzeszenie dinożarłów to jeszcze człowiek łyknie, tak sterowanie jakimś czipem czy uj wie jakim 5-gie owadów by żarły tylko rośliny (nawet jeśli płoną i dawno powinny umrzeć, to dopóki nie zrobią tego co wymyślił scenarzysta, ani myślą zlecieć na ziemię), które nie pochodzą od kontrolującego je producenta, czy welociraptory ganiające kogoś oznakowanego laserem – niczym wskaźnikiem laserowym dla bomb to już letkie (pisownia zamierzona) przegięcie. Do tego ciągłe pokazywanie dinożarłów kroczących wśród zamieci śnieżnych, gdzie nawet kilkulatki wiedzą, że gady są zmiennocieplne i nie mają szansy na życie w zimnym klimacie i by zapadły w sen, albo po prostu trafił je szlag, a nie brykałyby sobie z konikami na ten przykład. Do tego sceny, gdy Chris Pratt na chabecie galopuje i poluje z lassem na kurde nie wiem jak się nazywający gatunek roślinożernego dinożarła… To musicie zobaczyć, po prostu tak żenująco kiepsko wykrojonego aktora na koniu wklejonego w komputerową rzeczywistość to nie widzieliście daaaaawno… normalnie przy tym efekty z pierwszego „Parku Jurajskiego” sprzed prawie 30 laty nie wyglądają tak źle. I takich bubli w stosowaniu efektów specjalnych jest tu duuużo więcej.

Ja wiem, to nie ma być intelektualna rozrywka i w ramach sentymentalnych powrotów jakie to nadal się robi (wide „Pogromcy duchów. Dziedzictwo”, „Top Gun: Maverick”) to oglądamy starych znajomych, których znów misja łapaj dinożarły połączyła czyli Ellie Sattler i Alan Grant znowu razem. Jest tu sporo takich nawiązań do pierwszych części „Parku Jurajskiego”, wiadomo na sentymencie można kilka milionów szekli ugrać. Ale kurła… ogląda się ten film i wygląda znowu niczym w „Top Gun: Maverick”, że podpierdzielono rozwiązania akcji z serii „Mission: Impossible”. Do tego pościg motocykl kontra dinożarły wygląda jak wyrwany prosto z filmu o Bondzie. O jakiś kombinacjach jak farciarskie rozbijanie się bez większych szkód i dinożarły bojące się wystawianej śmierdzącej dłoni po drapaniu się po przedziałku dupnym to nawet nie wspominam. Ale kurde, gdy główne postacie są w dwóch różnych miejscach oddalonych od siebie kilkadziesiąt kilometrów, gdzie jedyna trasa wiedzie z buta po ciężkim terenie i po kilku chwilach widzimy, że już są na miejscu… to od razu trzeba było zrobić scenę, że się rozbijają na miejscu byłoby bardziej prawdopodobne.

Dobra a teraz plusy… ekhem, no ten… kurła i jeszcze eeeeeeee, a i no nie wiem… No dobra – dinożarły, ich widok zawsze wprawia mnie w pozytywny nastrój. Pojawia się kilka „nowych” i nie wspominam o tym pojebstwie szarańczowym, ale tak czy inaczej chętnie bym się do Jurajskiego Parku udał. Na prawdę z plusami jest tu bardzo cienko, a i owe plusy byłyby liczniejsze, ale gdy jest scena o to kto tu jest królem dżungli to najpierw się ją przerwy, a gdy dochodzi do finału to odstawia się jakaś kooperacja, jakieś dwóch na jednego czyli banda łysego… nie.

Jeśli jesteś fanem dinożarłów – omijaj, obejrzyj sobie część pierwszą, albo przejrzyć albumy z dinożarłami. Jeśli jesteś fanem bezmózgiej rozrywki – już możesz nie omijać, ale ostrzegam efekty nie są najwyższych lotów. Jeśli jesteś fanem. W sumie to wyszedł taki film z tych co nie wiadomo do kogo on jest zrobiony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s