Auta (2006) – Zygzak

Studio Pixar porządnie wgryzło się w filmowy rynek swymi animowankami i co pewien czas wypuszcza kolejną coraz bardziej dopieszczone graficznie animacje. Przed obejrzeniem tego filmu długi czas wzbraniałem się, asz nadejszła wielkopomna chwila kiedy naszła mnie ochota obejrzenia czegoś prostego w odbiorze. I jeśli o to chodzi to nie zawiodłem się…

Młody pretendent do zdobycia nagrody Złotego Tłoka w wyścigach samochodowych znika podczas transportu do Los Angeles, gdzie ma się odbyć decydujący o zwycięstwie wyścig. Zaginiony trafia do zapomnianej przez wszystkich Chłodnicy Górskiej, gdzie wpada w tarapaty. Nasz bohater dopiero, gdy wyremontuje zniszczoną przez siebie drogę będzie mógł pojechać do LA.

W sumie wyszło takie cuś w pół skoku, gdzie niepotrzebnie twórcy skierowali swój produkt tak pomiędzy widza dorosłego, a tego dużo bardziej niedorosłego. Oczywiście pojawia się tu wiele odnośników, które zrozumieją tylko starsi widzowie (choćby puszczanie amerykańskiego hymnu w wykonaniu Hendrixa) oraz wiele „zabawnych” sytuacji przeznaczonych nie dla dzieciarni (straszenie ciągników). Wielokrotnie już używano tej reguły (nawet samo studio Pixar) lecz tym razem coś nie do końca wypaliło. Brak tu rewelacyjnych tekstów i żartów (jak w Skrzeku), czy wystrzałowej fabuły (Iniemamocni) czy niezłej ścieżki dźwiękowej (Happy Feet: tupot małych stóp). Po prostu ten film fabularnie i dialogowo kuleje na całej swej rozciągłości. No może to nie aż tak mocno… bardziej taki kamyczek w sandałach uniemożliwiający prawidłowe kroki.

Lecz trzeba przyznać, iż od strony wizualnej ten filmik jest dopieszczony. Sceny jazdy przez łąki i lasy Sally i Zygzaka McQueena wyglądają doskonale, a nie jeden fan gry „Need for Speeda” rozdziawi paszczękę – i to nie w celu uzupełnienia jej popcornem. Świetnie zrobiono wiele ujęć podczas wyścigu, ciekawe umieszczanie punktu widzenia, czy też nieźle oddany efekt prędkości to zdecydowanie największe atuty tego filmu. Wszystko utrzymane jest w kolorowej, acz nieco urealnionej specyfice, do której nie trzeba się przyzwyczajać jak do wyjścia w polskie upalne lato do Bałtyku. Graficznie cacuszko.

Trochę szkoda, iż ten walor wizualny zapełniono papką onli for czildren. Z zasady tego typu filmy rzucane są na rynek z przeznaczeniem dla wszystkich grup wiekowych co często staje się sporym minusem, gdy spomiędzy atrakcyjnej strony wizualnej starszy niż 14 lat widz dostrzeże szyte bardzo grubymi nićmi szwy fabularne. Nawet nie chodzi mi o banalność historii, ale o sposób jej prezentacji. I w ten oto sposób powstaje produkt typowo supermarketowy filmowo – dużo reklamy, piękne, kolorowe opakowanie, a w środku niewiele treści. Ledwie dwa lub trzy razy miałem powody do uśmiechu i tylko jedna scena wydała mi się bardzo zabawna, ale i to też tylko i wyłącznie w kontekście filmu (mały podnośnik podczas zmiany kół). Choć po latach od premiery podchodzę do tego filmu z większą dozą pozytywnej energii. bo jednak nie w wybujałym celu powstał ten film, to ma być po prostu czysta rozrywka. I w sumie widziałem go od tamtej pory jeszcze z raz po wieeelu latach i zestarzał się całkiem ok, nie ma tego efektu szybkiego wizualnego zestarzenia, bo pod tym względem doszło do jego dopieszczenia.

Czy obejrzeć? W sumie tak, ale acz zapewne już widziałeś i lepiej powtórzyć coś innego, albo jeśli nasze małoletnie rodzeństwo/dziatwa chciałoby coś razem z nami obejrzeć. W innych wypadkach znajdzie się setki lepszych propozycji do ponownego seansu – i to nawet takich, gdzie nie trzeba zbyt bardzo wytężać szarych komórek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s