Venom 2: Carnage (2021) – czarna karta wygrywa czy czerwona wygrywa?

Venom w sumie jest kolejną postacią, która pojawiła się w uniwersum Marvela jeszcze za czasów komiksowego ataku superbohaterskich komiksów na Polskę, który mnie zainteresował bardziej niż Spider-Man. Jedynka weszła spoko, wiadomo przez głównego aktora, że rozochociło to niejedną dzierlatkę to pójścia do kina ze swoim samczykiem nie na komiedię romantiko. Narobili smaka na rozwinięcie historii, a że w Marvelu wycięli główny wątek, to teraz rzeźbią ogonami… choćby z obcej galaktyki stworami. Jakoś uciekł mi z kina ten film zanim go obejrzałem (akurat inne rzeczy bardziej mnie wtedy przyciągały), aż tu nagle… HBO na swoim strimingowaniu wrzucił tego hita, to i odpaliłem.

Najpierw sięgamy ku przeszłości do jakiejś kalifornijskiej szkoły dla niechcianych dzieci w 1996 roku, gdzie w pokojach obok siebie są jacyś zakochani. Okazuje się, że są tam trzymani nastolatkowie i są mocno obserwowani, jak i od siebie z dala trzymani. Oczywiście miłość nie ma tu szans, dziewczyna zostaje wywieziona bo jej moce były już za silne, więc zabrano ją tam gdzie mutantów jest więcej. Podczas wywózki dziewczyna używa swej mocy – głosu chcąc uciec, ale jedynie uszkadza strażnika i wypada z auta. I przeskok do współczesności, gdzie dziewczyna nadal przetrzymywana jest w odosobnieniu i pilnowana ze szczególnym naciskiem na unikanie jej mocy. Siedzi od lat w Instytucje Ravencroft oficjalnie miejscu dla obłąkanych. Z gazety dowiaduje się, że jej chłopak ma przejebane. A jest nim uwięziony Cletus Kasady (zwany potem Carnage) czyli psychopata, seryjny morderca. I przypadkiem ów skurwiel chce rozmawiać tylko z Eddiem Brockiem czyli typem, który nosi w sobie Venoma. Policja stara się dowiedzieć, gdzie seryjniak ukrył pozostałe ciała zamordowanych więc… Spotykają się w więzieniu San Quentin. Publikuje wydające się dziwnym zdane od mordercy i to na okładce. Venom w tym czasie przyjrzał się wyrytym tekstom i rysunkom na ścianach celi… i chłopaki zaczynają rozkminiać co tu się odjebawszy. Odnajdują krajobraz z rysunków i na jego podstawie Venom odszukuje miejsce, gdzie leżały zwłoki. Venom ma dość siedzenia w środku i bez jedzenia ludzkich mózgów. I nagle dzwoni Anne i na spotkaniu dowiadują się, że ukochana jest zaręczona z doktorem. Typ jest załamany, a Venom kombinuje jak tu go pocieszyć, a tu przychodzi pocztówka od Cletusa Kasady’ego, gdzie zaprasza Eddiego na swoje stracenie. Podczas rozmowy podpuszcza Brocka do zbliżenia się do jego celi i wtedy wyskakuje Venom, a Kasady gryzie Eddiego… I tak oto po smaku stwierdza, że to nie jest zwykła krew… Po powrocie kłócą się i Venom zostaje wygoniony z ciała Eddiego, a podczas egzekucji Cletusa ujawnia się kolejny symbiont o czerwonej barwie.

I tak oto w uniwersum pojawił się „kolejny” Venom. Połowa filmy jakieś pseudo rozkminy co tu się odjebawszy. Ok, niech se będzie takie zawiązanie akcji… ale to jasnej, ciasnej, wygolonej… dlaczego nie ma radości z użycia choćby jednej komórki mózgowej podczas tego procesu myślowego? Już odpowiadam: bo jakaś tępa łajza wszystko to wsadziła do trailera… i jeśli chodzi się do kina to już się znało całość zawiązania akcji objawione w zwiastunie. Takim gamoniom robiącym takie spoilery powinno się wepchnąć w odbyt zarażonego wścieklizną i naćpanego amfą chomika by zrozumieli swój błąd i wiedząc co się może odwalić, wytrwać wszelkie gonitwy po jelitach, ale bez podrażnienia gryzonia coby nie ugryzł i nie zaraził chorobą. Do tego główna bohaterka czyli ukochana super złola… Ok super moc, że wydziera mordę… każda moja była ją miała, więc też mi coś. Ale do rzeczy, do rzeczy. Laska większość życia spędziła zamknięta w zakładzie dla pierdolniętych, zamknięta i odizolowana od wszystkiego i gdy tylko wychodzi stamtąd to jest mistrzynią kierownicy… Halo! Litości! I oczywiście jak ktoś strzela w samochód, gdzie jest jakiś ważny ludź dla fabuły… to nagle ten samochód jest wręcz kuloodporny. A jakby nie był ważny, to nawet plastikowa słomka przeszła by przez komorę silnika by rozwalić anonimusowi kolano. To samo nowy symbionta posiadacz… tak od razu idzie im jakby zawsze to robili? W sumie uj… może jak się jest pojebem, seryjnym mordercą to przyjęcie obcej formy życia nie ostaje wiele od rozgrywającego się cyrku w jego porypanym łbie, także odrzucam to z worka zarzutów. Mogło by tak być.

To se ponarzekałem, bo w sumie wiadomo o co tu chodzi – o rozpierdziel przez wysokie R w tonacji Bi-knur. Początek bez wielkich rewelacji, takie tam kopaniny konia z koniem, nating speszjal. Potem wkracza drugi symbiont i rozwałka jest podkręcona do maksimum… wszystko lata, krzyczy i się rozpierdziela, aż brakowało by jakiś polityk lewicy zrobił tak wielki szpagat, że przyznał rację prawakowi. A potem zabawa na całego, gdy symbiont czerwony chce dorwać symbionta czarnego. Gra w czarne czerwone rozpierdolę Ci niedoszłą żonę zaczyna się. Potem jest już przewidywalny, ale tak bardzo przewidywalny jak wynik występu polskiej reprezentacji w piłce kopanej w Katarze – czyli mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Symbionty jakoś honorem na razie nie śmierdzą, więc… Troszkę daje nadziei na lepszy świat scenka podczas napisów, ale to tyle.

Cóż… w sumie po obejrzeniu już wiem, że to instynkt kinowy podpowiadał po trailerze by jednak olać ten seans na dużym ekranie, bo to aż tak godne pokazywania w filmowej świątyni nie było. Tak czy inaczej przewidywalne do bólu oglądadło… tylko szkoda Venoma, że takie to wszystko jakieś ułomne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s