Zodiak (2007) – nieuchwytny seryjniak

Pod koniec lat sześćdziesiątych Stanami Zjednoczonymi wstrząsnął seryjny zabójca „Zodiak”. Trudno stwierdzić, czy był to po prostu dobrze pojebany świr, czy też bardzo wyrachowany morderca. Jednego nie można mu odmówić – w prosty sposób zwodził policję i media. Zasłynął m.in. tym, iż wysyłał do „San Francisco Chronicle” listy w których opisywał popełnione przestępstwa. Już wcześniej powstało kilka filmów nawiązujących do tej postaci, choćby „Brudny Harry” (notabene na którego seansie spotyka się dwóch bohaterów filmu „Zodiak”), jednak tam dla niepoznaki nazywał się „Skorpion” i został zabity.

Film opowiada o kulisach zbierania poszlak w sprawie Zodiaka. W sprawę poza policją bardzo zaangażowanych jest także dwóch pracowników „San Francisco Chronicle” – Paul Avery dziennikarz oraz Robert Graysmith autor komiksów. Ten drugi to zapalony fan łamigłówek, zagadek i szyfrów. Powoli wszyscy zatracają się w pościgu za zabójcą, a Zodiak zwodzi ich i pozostaje nieuchwytny.

Tuż po seansie nasuwają się dwie refleksje. Pierwsza – jak to możliwe, aby film opowiadający w gruncie rzeczy tylko o kulisach śledztwa – zbieraniu dowodów, poszlak, dywagacjach, kombinowaniu, rozmów ze świadkami – mógł być aż tak interesujący i ciekawy? Natomiast druga refleksja związana jest już ze sprawą Zodiaka – aż dziw bierze (biorąc pod uwagę tysiące filmów zachwalających sprawność w działaniu amerykańskiej policji – biorąc oczywiście poprawkę na to, iż to tylko fikcja, ale wszędzie znajdzie się ziarnko prawdy), że ten maniak grasował niezagrożony przez tyle lat, choć sam dawał poszlaki co do swej tożsamości. Ale im dłużej się żyje, tym bardziej do człowieka dociera, że więcej jest fakapów niż udanych akcji w życiu i to nie tylko policyjnym.

Naprawdę film ten potrafi wciągnąć pomimo wszechogarniającej go stateczności – tutaj poza kilkoma scenami (ataki Zodiaka) prawie nic się nie dzieje. Ot ludzi sobie gadają, chodzą i gadają oraz jadą samochodem i gadają. Gadają i gadają, a Zodiaka nie przegadali. Prawdziwe brawa za to dla reżysera Davida Finchera i scenarzysty Jamesa Vanderbilta, że wsadzili w ten film to coś.

Kiedyś obiła mi się o uszy sprawa Zodiaka, który bawił się z policją i mediami w morderczą grę. Nie był tak brutalny jak rodzinka Mansonów czy Bundy, acz zapisał się zachlapanymi krwią złotymi zgłoskami wśród największych seryjnych morderców w Stanach Zjednoczonych. Jest on jednym z niewielu, który nie został złapany przez wymiar sprawiedliwości za swe karygodne przestępstwa. Do dziś pozostaje zagadką kto tak naprawdę stał za tą sprawą. Podejrzenia padały co najmniej na kilku mężczyzn (w filmie głównych podejrzanych jest przynajmniej dwóch).

Ciekawie zaprezentowano tu zagubienie się w tej sprawie przez kilku głównych bohaterów – policjanta Dave’a Toschiego oraz dziennikarza Paula Avery’ego i komiksiarza Roberta Graysmitha. Każdy na swój sposób starał się dociec prawdy, jednak tylko jednemu z nich starczyło wytrwałości by podążać za tropami przez wiele lat (co przypłacił kryzysem małżeńskim). Każdy z nich działał na swoją rękę i robił to w zupełnie inny sposób, lecz każdy dotarł do tego samego punktu w swym śledztwie.

Policjant Toschi stracił swego partnera, Avery powoli popada w alkoholizm zatapiając się w tej sprawie i w konsekwencji traci pracę. Natomiast rysownik Graysmith przez długi okres czasu jakoś sobie radzi z łączeniem życia prywatnego, pracy i poszukiwania Zodiaka. Jednak ich poświęcenie i poszukiwania nie dają oczekiwanych rezultatów. Iście syzyfowy trud poszukiwania seryjnego mordercy.

Ciekawy film, w którym Fincher pokazuje, że nawet z oklepanego tematu opartego na prawdziwych wydarzeniach da się jeszcze wycisnąć świeżo smakujący sok. Nieźle prezentuje się też strona wizualna oraz muzyka – wszystko jest odpowiednio wystylizowane. Fajnie było znów zobaczyć specyficzne, modne wtedy fryzurki i wczuć się w chwilę grozy jakie przeżywali mieszkańcy Kalifornii, gdy szalał Zodiak.

Jeśli macie okazję, to warto zobaczyć ten film, ale tylko pod warunkiem, że nie będzie żadnego hałaśliwego towarzystwa na sali, które może rozproszyć podczas seansu. Ja na swoje nieszczęście oczywiście trafiłem na takich gamoni – ale było to w roku premiery, więc szanse są, że karma za te czyny już im dupsko sklepała.

Jedna uwaga do wpisu “Zodiak (2007) – nieuchwytny seryjniak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s