Apokawixa (2022) – pierwsze polskie zombie

Polski rynek horrorów jest tak pusty, że nawet sfilmowana bita o karpia zdaje się być czymś emocjonującym i mającym dozę grozy zważywszy na coraz wyższe ceny każdego produktu. Przez lata, żeby nie powiedzieć dziesięciolecia ostatnie słabo wyglądała ilość takowych produkcji. W sumie wcześniej też nie było lepiej… bo ledwie kilka dających się oglądać dzieł typu „Wilczyca”, a reszta to śmiechawa pełną gębą jak „Klątwa Doliny Węży”. Dopiero nie tak dawno pojawił się film „W lesie dziś nie zaśnie nikt” i zrobił dobre wrażenie. Na tyle dobre, że producenci musieli te wrażenie nieco popsuć robiąc fatalną część drugą. I w tych okolicznościach przyrody pojawił się cały na kolorowo obraz „Apokawixa”.

Młodzi ludzie, którzy stracili dobry czas podczas pandemii na siedzenie w domu przed kompem, a nie na działanie ze sobą właśnie kończą rok szkolny i po maturach mają zamiar pojechać nad morze. Zwykła rzecz, ale wśród nich jest bananowiec, którego ojciec ma ogromny dom, wręcz pałac tuż nad Bałtykiem… Do tego cały czas w mediach… znaczy w internecie coraz więcej się mówi o zatrutym środowisku, nawet powstają marsze przeciwko truci Ziemi. Udzielają się tam także osoby z towarzystwa naszych głównych bohaterów. I tak matury poszły, szybka ucieczka ze szkoły, bo jednak z nauczycielek była zakowidowana, więc podjeżdża karetka by zamknąć na kwarantannie wszystkich co mieli z nią kontakt. Kto żyw ten spierdala. Towarzystwa zbiera się do dwóch aut (bodajże), tylko dwie dziewczyny uciekły tyłami i się nie załapały, więc ruszają pociągiem gdzie spotykają dwóch typków – takich Sebixów. Kolejny typ rusza załatwić dragi, ale jego siostra nieco mu miesza. Tak czy inaczej towarzystwo wyrusza do pałacu nad morzem by spędzić upojny czas na szaleństwie, najebce, naćpaniu a może nawet ruchaniu.

Żeby nie przedłużać – można by rzec, że „Apokawixa” to pierwszy film o zombie! Jakież to jest mocno pojebane szczególnie, że moda na żywe umarlaki nastała jakieś 20 lat temu. Cóż my to zawsze byliśmy 100 lat za murzynami (aj waj użył tego skancelowanego przez polityczną poprawność słowa) także i w tym temacie. Ale mamy pierwsze koty za płoty 🙂 I powiem to tak… początek jest w chuj przegadany i o niczym, ledwie liźnięcie przybliżenia kim są główni bohaterowie, ale tak po łebkach, że bez bryków (dla gimbazy – bryki to były wydawnictwa, w których można było przeczytać skrótowo o lekturach i wierszach, ujęte były wszystkie najważniejsze… najważniejsze dla oceniających nauczycieli rzeczy – prawdopodobnie pisane dla kasy przez tychże). Zostaje popełniony podstawowy błąd – nie tworzy się relacji z widzem by zależało nam na głównych postaciach, więc tak realnie mamy na nich wyjebane i nawet cieszyłem się jak kogoś z tych czereśniaków trafiał szlag 🙂 Dopiero postać szalonego typa z lasu Blitza granego przez Sebastiana Fabijańskiego wzbudziła me pozytywne uczucia i to pomimo braku wielu informacji kto zacz. Acz bardzo mnie rozbawiły elementy nawiązania w jego roli do zjebanych akcji z jego życia, oraz takiego połączenia w tej postaci ślepego mistrza z filmów kopanych z wikingiem i szalonym pustelnikiem mającym kontakt ze „światem duchów”.

Także wstęp cholernie przegadany i z dupy, potem fabuła rusza z kopyta dzięki pozyskiwaniu dragów, których to zdobycie zatoczy potem koło – w starym dobrym stylu, że skoro jest to wzięte to będzie to ważne w późniejszym momencie i staje się zarzewiem pewnej rozpierduchy. Do tego motyw zarabiania na swoje potrzeby na kamerkach przez jedną z dziewczyn pokazania w niepokojąco lekkim stylu choć ma to potem pewne nieprzyjemne reperkusje. I tak jak początek był przegadany, tak koniec jest zbyt moralizatorska jak na filmik z dupy o zombie 🙂 Do tego jakoś tak słabo to wygląda z całością i mega banalnie. Choć z drugiej strony nawet twórcy nie wiedzieli jak mocno się wstrzelą w czas, gdy jesteśmy tuż po dość dużym skażeniu rzeki i morza. Także ilość mieszania wątków od kowidów, przez podkochiwanie się w koleżance, koledze i to tej samej płci, ile można komuś kto ma kasę, klimaty kibolskie po różnego rodzaju pojebanie. Wiadomym jest, że użyto tu rapowania jako, że dzisiejsi młodzi ludzie tym żyją, ale zdziwiło mnie, że skoro jest to wixa to nie ma tu odpowiedniej łupanki i techniawki! Dodatkowo nawet jest w pewnym momencie zagrana na żywo opcja rockowa!

Zdecydowanie można było ten film skrócić o większość początku, bo to było chujowe. Bardziej skupić się na przygodach w podróży i całej imprezie. Zabrakło mi odpowiedniego wykorzystania akcesoriów znalezionych w pałacu do walki z zombie (bo to tak po łebkach… niby coś wzięte, ale potem nie używane). Do tego brak konsekwencji czy to są szybkie zombie ala „World War Z” czy bardziej stateczne jak w serialu i komiksie „Żywe trupy”, żeby nie sięgać po dzieła z czasów zamierzchłych przez gimbazę olewane ciepłym moczem? Do tego zbyt nachalny wątek zniszczenia przyrody. A i jest wixa, ale nie ma na niej wixy 🙂 Za to małym dużo młodych ludzi (kilka osób zdecydowanie da o sobie więcej znać, a o kilku trzeba jak najszybciej zapomnieć) oraz kilka dużych postaci i wpychany na siłę gdzie się da Cezary Pazura, który jest po prostu już przejedzony i zdecydowanie powinien poszukać sobie nowych wyzwań.

Można obejrzeć po paru browarach, bo to jest tego typu rozrywka. A i motyw wegańskiego zombie! Bekon i kebsa z kurczaka lizać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s