Madadaskar 2 (2008) – bladadaskar

Remaków ciąg dalszy czas zacząć. Powoli z wielu filmów tworzą się kinowe seriale – choćby taka piła dotarła już do części uj wie której, badziewnej i tandetnej jak mało co, ale kolejnej. W świecie animowanek stało się to niejako standardem – po udanej jedynce od razu kręci się kolejną odsłonę. Jedynkę chyba każdy pamięta ze sławetnego „wyginam śmiało ciało”. Jak dla mnie to cała pierwsza część składała się jeno z tego udanego przeboju muzycznego, bez całej reszty potrafię żyć. No dobra skłamałem… przecież są jeszcze pingwiny, które były tak dobre że dostały swoją własną serię serialową. A skoro ludziom się podobało raz, to i po raz drugi też przyjdą do kina.

Fabuła oczywiście nie grzeszy nowatorstwem, wszakże nie o zaskakiwanie a o najzwyklejsze tłuczenie kokosów tu chodzi. Wracając do rzeczy – bohaterowie poprzedniego „Madagaskaru” lew, żyrafa, hipopotamica, zebra starają się drogą lotniczą powrócić do swego Zoo w Nowym Jorku. Oczywiście dochodzi do katastrofy (skoro pilotują szalone pingwiny). Rozbijają się na Czarnym Lądzie. Spotykają tu przedstawicieli swych gatunków w warunkach naturalnych. Zaczyna się im coraz bardziej podobać na rodzinnym kontynencie.

Tego typu filmy animowane mają dzielić i rządzić jeśli chodzi o humor, który jest tu celem głównym i nadrzędnym do całej reszty. Fabuła może się śmiało wyginać w lewo i w prawo byleby doprowadzić naszych drogich, milusińskich bohaterów do kolejnej chwili, gdy na sali kinowej wypełnionej po brzegi ludzie poczną spadać ze śmiechu z foteli. I tu bez bicia muszę przyznać, iż twórcom za cholerę się do nie udało. Kompletnie nie bawiły mnie dżołki z identycznych zebr, akcenty rodzinne, żarciki hipochondryczne itp. I gdyby nie pingwiny, które uratowały nieco honor tego filmu, trzeba by warstwę humorystyczną uznać za kompletnie nieudaną. Ptaki nieloty z okolic podbiegunowych to jedyny akcent, na który mogłem patrzeć bez żenady. Oni tu trzymali poziom.

Cała reszta postaci pierwszoplanowych zupełnie straciła na jakości. Zabrakło świeżości pierwszej części, gdy zaznajamialiśmy się z naszymi bohaterami, teraz od początku wiemy, czego po nich się spodziewać i odnosi to tylko negatywny skutek. Wtórność, wtórność po trzykroć wtórność. Jeszcze jako tako wypadają wspomniane wcześniej pingwiny oraz król Julian i jego przydupas, ale to dużo za mało jak na pełnometrażówkę. Cóż takie mamy wymogi czasów, kręci się dużo, byle jak, byleby kaska płynęła niewysychającym strumieniem. Liczę tylko na to by kolejny odcinek przygód zwierzaków from zoo był choćby przeciętnie zabawny.

Główną osią fabuły stało się dogrzebywanie się swych korzeni lwa Alexa. Spotkanie rodziny i słabiuchne przygody całej reszty to zupełna słabizna. Brak tu nie tylko zaskoczenia części pierwszej, ale jakiejkolwiek dawki szaleństwa choćby tego kontrolowanego. Za mało tu też ciekawych nawiązań, aby nie tylko dzieci poszukujące na dużym ekranie – dużych, kolorowych, poruszających się zwierzaczków, ale i ich rodzice mieli na co popatrzeć i z czego się pośmiać. Pomiędzy momentami, gdzie pada jakiś „kultowy” tekścior oglądamy kompletnie do niczego nie potrzebne kawałki, spore dłużyzny.

Po wyjściu z kina pozostaje jedynie pustka, nie nucimy „wyginam śmiało ciało”, kompletnie nic nie pozostaje w pamięci. Szybko zapominamy ten film. Jedna z gorszych kontynuacji animowanego hitu, którą można sobie spokojnie darować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s