Halloween. Finał (2022) – koniec końca

Wszystko ma swój koniec… ale ostatnimi producenci w Hollywooooodzie oszukiwali rzeczywistość, ciągłe dokrętki, sikłele, prekłele, duperele, srele morele baks. Jednak przynajmniej w tej serii horrorowej towarzyszącej mi przez całe życie wygląda na to, że choćby po tytule (nie będę w pierwszym akapicie spoilerował) widać takowe działanie. W sumie Michael Myers wszedł na kinowy szlak rzeźni w roku mego wydobycia się na ten świat… przypadek? Nie sondzem! Teraz ja rzeźnię czynię pisząc sobie o filmach w sposób daleki od języka literackiego, bo to kurwa nie literatura wyższa a moja opinia. Tak czy inaczej akurat okres tego święta przebieranek i wydawania kasy na pierdoły (niczym walentynki, ale tam przynajmniej po przebierankach można liczyć na dżelato) więc doby moment był na premierę zakończenia tej serii.

Na początek mamy klasyczek czyli bejbisiterka znaczy bejbisiterek (bo to koleś) przybywa do dzianego domu by dorobić na studia, na które ma zamiar pójść w przyszłym roku jak będzie miał odpowiednią kasę by za nie zapłacić. Rodzice idą na dżamprezę przebierankową jak to w Halloween, a gówniak ma siedzieć na dupie w domu pod opieką. Rodzice spadają, a gówniak zaczyna pierdzielić różne kocopałki, że on z byle bejbisiterkiem kolegować się nie będzie i będzie robił co chce… i gdzieś spierdala. Corey Cunningham zaczyna go szukać, ale wychodząc z pokoju widzi otwarte drzwi zewwnętrzne… a nad miastem dalej jest zasnuty całun grozy z ucieczką Michaela Myersa z pierdla… Więc z nożem w łapie na górę po schodach człapie. I szuka kaszojada. Wbija na górę złorzecząc, że zabije go za głupie żarty i takie tam pierdy, w tym czasie wbijają na chatę starzy gówniaka. Na górze słyszy coś za drzwiami gwałtownie je otwiera, a tam akurat gówniak wybiega… i wypierdla pięknego fiflaka za barierkę. I powracamy do akcji chyba rok później, jak to Corey Cunningham pracuje u chyba konkubenta swojej matki na złomowisku. Na stacji benzynowej trafia na młodziaków bez dowodu chcących kupić alkohol do najebki. Więc podbiją do niego czy im nie kupi, ten odmawia i zaczyna się – tak typowo, że aż dupa trzeszczy gdy typ w kurtce sportowej zaczyna go okładać, reaguje na to Laurie Strode by odpuścili mu i zabiera typa do lekarza, gdzie jej wnuczka jest pielęgniarką. I tam opatruje mu rękę, ale zbieg okoliczności, coś się wypierdala, jej szefuncio doktor ma wkurwa itd. Oglądamy też jak Laurie Strode kończy pisać książkę/artykuł/pamiętnik/chuj wie co na laptopie, jej wnuczka staje się młodą kobietką mającą swe uczuciowe potrzeby. A za chwilę znów będzie halloweenowy wieczór, a Michael Myers gdzieś tu jeszcze jest…

I tak oglądamy koniec mojego równolatka… tyle lat w robocie, że wreszcie nadszedł dla niego moment emerytury… w sumie prawie jak emerytury prosto z zusu… czyli poniżej ludzkiej egzystencji. W sumie dzięki temu, że to po prostu był zjebany typ lubiący maskę i noże był dla mnie spoko jako bohater horrorowy, bo najczęściej oni to jakieś nadprzyrodzone pokurcze. A już dziś… są tylko tacy, nie buduje się jakiejś dobrze popieprzonej historii by było wiarygodnie, tylko by było efektownie. A szkoda… cóż w sumie ostatni horror jaki rozjeba mi łeb i robił klimat to japoński „Ringu” potem zrimejkowany przez amerykańców jako „The Ring”. Potem były tylko momenty Amaro. Czasem ktoś coś w miarę zrobił, choćby rimejk „To”, ale ofkors tylko część 1, bo potem traci kilmat na łeb na mordę. Ale tu nie o tym. Otóż Michael Myers jest tak w chuj ikoniczną postacią obok mojego idola Freddy’ego Kruegera, Jasona Voorheesa (też lubiącego maski i maczety), Pinhead z „Hellraisera”, laleczki Chucky czy Ash z „Martwego zła”. Ktoś kto grał w głowie ludzi, którzy dziś tworzą horrory, był ich koszmarem dzieciństwa. A dziś? Dziś kolejne części to było chylenie się ku końcowi, było widać, że nikomu się już nie chce ciągnąć tej serii, nikomu poza producentami nadal czującymi w tym szekle.

W tej części główną rolę w gruncie rzeczy zajmuje chłopak, który przypadkiem bierze udział w śmierci gówniaka. Czujemy jego ból i zjebanie otoczenia. Także zbliżenie się z wnuczką Laurie Strode też wypada ok, wiarygodnie, szczególnie że pokierowane poniekąd przez babcię. Jednak im dalej tym bardziej chujem to śmierdzi… szczególnie akcja kontaktu młodziaka z Michaelem Myersem. UWAGA SPOILER UWAGA SPOILER UWAGA SPOILER SPOILER SPOILER To całe pojebane… nie wiem przekazanie ducha, esencji bycia morderczym zjebem do młodszego egzemplarza KONIEC SPOILERA KONIEC SPOILERA KONIEC SPOILERA było z dupy i dla mnie niekonsekwentne odnośnie historii tej postaci… chyba, że to miała być taka paralela, że każdy z Nas ma w sobie Michaela Myersa, wtedy to nieco zmienia me postrzeganie, ale i tak można to było zgrać i zagrać lepiej – od strony scenariuszowej, że chodzi mi. Ale cóż dostałem co dostałem. W sumie fajnie znów zobaczyć Jamie Lee Curtis, która nie odpierdala ze sobą całego tego gówna, które dziś robią z sobą już jurne dwudziestki czyli botox, pontony zamiast ust, brak mimiki twarzy itd. by „zatrzymać starzenie”, a wyglądają jak mocno zużyte i używane drogie lalki do spuszczania się w burdlu pod mostem gdzieś w ciemnych zaułkach Tokio. Ciekawie wygląda to pisanie postaci, w sumie nieco to pachnie też jakimś takim posłowiem ze strony tejże aktorki, której pierwszy „Halloween” otworzył wrota większych produkcji, rozpoznawalność.

W sumie finał to takie specyficzne zakończenie sprawy, wygląda na to, że specjalnie pokombinowano by to wyglądał tak, a nie inaczej by producentom utrudnić zadanie co do wskrzeszania tejże postaci i pozostawienie jej już w grobie i skupienie się nad pracą nad innymi produkcjami. Taką mam tylko nadzieję. Nie będę spoilerował, ani opisywał owej końcówki pod ostrzeżeniem, że będę to robił tylko odsyłam zainteresowanych do samego filmu by sami mogli poczuć ten koniec i wziąć udział w zakończeniu tej sagi o człowieku w masce i z dużym… nożem.

W sumie by zapiąć klamrę do obejrzenia, a jako początek zabawy z tymże… to zdecydowanie nie polecam bo nie bardzo będzie się kumało skąd ta groza w ludziach i pojebanie na łbie odnośnie grasowania Myersa. Tak czy inaczej mój równolatek się dziś skończył…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s