Miłosne gierki (2008) – miłość a futbol amerykański

Dziwni są ci Amerykanie, nie potrafili tak jak cały świat cieszyć się z rugby. O nie, oni musieli być nowatorscy, pierwsi i najlepsi, a że w pierwowzorze cały świat był lepszy od nich więc wynaleźli sobie coś o kłamliwie przyznanej nazwie futbol. Przecież każdy wie, że futbol to piłka nożna… Poza oczywiście amerykańcami, dla których jest to soccer. Wracając do tematu, futbol amerykański to pokręcona gra. Niby jajowata piłka i gigantyczne słupy zwane bramkami jak w rugby, jednak ktoś, podzielił tą grę na „rundy” ataku i obrony, coby przeciętny obywatel US and A nie miał problemów w rozpoznaniu, która drużyna w tym momencie przeprowadza akcję punktową. Musiał być niezłym wizjonerem by przewidzieć, iż za wiele lat przerwy pomiędzy tymi kwartami staną się najlepszym czasem antenowym w historii telewizyjnych transmisji sportowych.

Film ten to luźno-komediowa wersja początków amerykańskiej dumy narodowej, czyli ichniejszej wersji futbolu. Jimmy „Dodge” Connelly kapitan drużyny Bulldogs po kiepskich momentach postanawia zatrudnić wschodzącą gwiazdę college’u, bohatera wojennego Cartera Rutherforda. Za drużyną ciągnie pewna dziennikarka Lexie Littleton chcąca dowiedzieć się prawdy o wyczynie Cartera, który podobno złapał kilkunastu Niemców do niewoli.

Ech jak ci USA-ńczycy uwielbiają filmy sportowe szczególnie o sportach zespołowych, w których choćby półserio sprzedawać całemu światu wizję jak wspaniałych, cudownych, genialnych i w ogóle naj sportowców posiada ten kraj. Były już dziesiątki filmów o baseballu, koszykówce, hokeju na lodzie i oczywiście futbolu amerykańskim. Dla tego narodu liczą się tylko zwycięzcy. Przegrani są zauważani tylko jeśli dotknęła ich jakaś niesamowita choroba (którą oczywiście pokonali w drodze do występu sportowego), nie udało się im stanąć na najwyższym stopniu podium, czy też nie zdobyli pucharu przez kontuzję lub oszustwa przeciwników. W innym wypadku osiągnięcia srebrnego, brązowego czy najgorszego dla sportowców czwartego miejsca kompletnie ich nie interesuje.

Jedynym z niewielu plusów tego filmu jest muzyka, miłe dla ucha kawałki nawiązujące swą stylistyką do czasu, w którym toczy się akcja czyli do lat dwudziestych ubiegłego wieku. Miło posłuchać jazzowych i swingowych numerów zamiast tak dziś ciągle promowanego rapowego postękiwania, czy mocnych bitów techniawki, czy jeszcze gorszych popiskiwań kolejnych siks nie mających za grosz talentu. Także lekcja historii czyli stroje futbolistów, szczególnie ich skórzane kaski, od których notabene pochodzi oryginalny tytuł filmu to miłe dla oka akcenty. I w gruncie rzeczy na tych drobinkach scenograficzno-kostiumowych kończą się walory tego filmu. Cała reszta to nudnawa produkcja o grze zespołowej, jakich już wiele widzieliśmy i jeszcze zobaczymy. Wmieszanie tu odrobinki humoru i sporej dozy romansu nie dało żadnego ciekawego efektu. Zwisało mi i powiewało, czy to Clooney czy Krasinski dobierze się do odchudzonej dupeczki Zellweger. A wszystkie postacie były mi zupełnie obojętne, nikomu nie kibicowałem, ani nie miałem ochoty dokopać. Ot taki pustostan emocjonalny, gdzie widz tuż po zakończonym seansie ma poczucie zmarnowanego czasu.

Główne role powierzono takim tuzom jak George Clooney i Renée Zellweger, takie tam ecie pecie dla odpoczynku. Pojawia się tu jeszcze kilka znanych mi twarzy, lecz jak już przed chwilką napisałem – one się tylko pojawiają, wypełniają na chwilę ekran i znikają nie pozostawią żadnych wrażeń choćby natury estetycznej. Nuda.

Zastanawiam się, jak długo jeszcze amerykańcom nie znudzą się tego typu filmy. Ileż to jeszcze muszą wyprodukować tego typu zapchajdziur, które nie mają absolutnie żadnej szansy by znaleźć się w pamięci widzów z całego świata (poza stanami) na dłużej niż kilka minut po seansie. Wydawało się, że wklejenie postaci bohatera wojennego, za którego osiągnięciami ciągną się pewne nieścisłości do filmu sportowego może wywołać ciekawe perturbacje. Jednak to się tylko wydawało. Dla samej muzyki, widoku Clooney w dziwnym, skórzanym kasku i fajnego, starego motoru nie warto męczyć oczu przez ponad sto minut.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s