Mroczny Rycerz powstaje (2012) – tak się zmartwychwstaje współcześnie

indeks.jpg

Zamaskowany typ w nietoperzym stroju wzbogacony o gadżety, których nie powstydziłby się sam James Bond wkroczył na wielkie ekrany z dużym przytupem, a było to istne wieki temu. Pamiętamy dość zabawne dzieła o człowieku nietoperzu sprzed kilkudziesięciu laty te z lat czterdziestych jak i sześćdziesiątych. I dopiero w 1989 za sprawą Tima Burtona pokazano możliwości, jakie daje ów zamaskowany łowca złoczyńców. Potem jak zabrał się za niego Schumacher dało się odczuć zmęczenie materiału i zniechęcenie. Od czasu jak Batmanem zajął się Christopher Nolan można rzec, iż ów bohater powrócił na należne mu miejsce wśród komiksowych postaci. Powrócił do czołówki tego peletonu. Każda z części wkraczała w kolejne leżące odłogiem pola fabularne, jakich twórcy komiksu stworzyli wiele hektarów. „Batman – Początek” pokazał jedynie, jak można rozpędzić ową machinę znów na poziomie, z przytupem i z ogromnymi zyskami. „Mroczny rycerz” to kolejny milowy krok z jednej strony i ogromna tragedia z drugiej (samobójstwo Heatha Ledgera, który w tym filmie pokazał znakomite wcielenie się w postać psychopaty Jokera). A jak poszło w „Mroczny Rycerz powstaje”? O tym w poniższym tekście.

Już osiem lat Batman nie daje znaku życia, po tym jak stał się wrogiem numer jeden dla policji, jak i większości opinii publicznej po śmierci prokuratora okręgowego Harveya Denta (za którą jest obwiniany). Smutne i monotonne życie Bruce’a Wayne’a zmienia pojawienie się włamywaczki. Jej łupem pada nie tylko naszyjnik z pereł, ale i odciski palców milionera. W Gotham pojawia się nowa siła – jest nią psychopata Bane wraz ze swoją armią. Wprowadza pewien szalony plan w życie.

Czekałem z niecierpliwością na nowego Batmana, gdyż poprzednie w wykonaniu Nolana narobiły mi jedynie ogromnego smaka na kolejną część. W każdej odsłonie szedł coraz dalej i zagłębiał się w tematykę, jednego z niewielu superbohaterów, którego zawsze lubiłem. Nolan zaszalał i złapał się za bary z superłotrem, który na kartach komiksu jako jedyny miał okazję wygrać z Batmanem. Co w kontekście choćby tytułu oraz wydarzeń z poprzedniej części dodało dodatkowego kolorytu do i tak ciekawie zapowiadającego się projektu. I tu od razu na wstępie mogę to napisać – Nolan dał radę.

W „Mroczny Rycerz powstaje” mamy do czynienia z wielokrotnym powstawaniem Batmana, tutaj Bruce Wayne jest zmuszony przez bliskich, jak i wydarzenia by dźwignąć się nie tylko z fizycznej niemocy, ale i psychicznego podłamania. Gdy w pełni swej destruktywnej mocy pojawia się nowy wróg Bane, nie ma już wyjścia, musi powrócić by bronić Gotham przed skomasowanym atakiem. Zdaje sobie sprawę, że może to się zakończyć własną śmiercią. Jednak nie zdaje sobie nawet sprawy o jak wielką stawkę idzie owa gra z okrutnym szaleńcem, mającym plan. Tu nie chodzi tylko o panowanie prawa czy bezprawia w Gotham, ani o powrót do sprawności i do ludzi Bruce’a, ani powrotu Batmana do walki ze złem. Tutaj wszelkie możliwe wątki przeplatają się. Walka toczona jest nie tylko na polu uderzeń, strzałów i wybuchów. Równie ważna jest walka, jaką musi Batman stoczyć z sobą samym, ze swymi słabościami i wątpliwościami, które jako ktoś, kto nie jest już sobie sam panem (gdyż jest postacią publicznego zapotrzebowania, podnoszącą samą swą obecnością na duchu mieszkańców) musi odrzucić i zrobić krok dalej do stania się legendą, mitem, który sam w sobie będzie odstraszał niegodziwców od próby przekroczenia ram prawa. Pod tym względem „Mroczny Rycerz powstaje” może śmiało konkurować z kilkoma lepszymi zeszytami w historii komiksu o Człowieku Nietoperzu. Zgrabnie połączono to, co się dzieje na zewnątrz (oczywiście bardzo efektowne i karkołomne) z wewnętrznymi rozterkami i pojedynkami.

Od strony wizualnej nie ma się, czego czepiać – wykorzystano wiele bardzo dobrze już znanych gadżetów, jak i wprowadzono nowe – skoro Batman ma swojego Q czyli Luciusa Foxa. Wszelkie wydarzenia zostały wypełnione do maksimum gadżetami, scenograficznymi smaczkami, bronią, oraz ludźmi. Tak, w tej części mamy do czynienia z bitwami na kilkaset osób, tutaj nie ma opierdalania się. Walka toczy się na śmierć i życie, a czasami śmierć staje się nagrodą. Choć pieniądze na stworzenie efektów specjalnych były wręcz niewyobrażalne to jednak zachowano pewien umiar. Nie ma tej wizualnej rozpierduchy więcej niżby scenariusz na to wskazywał, dzięki czemu wyśmienicie się ogląda stacie Batmana, policjantów, kobiety kot, Bane’a i jego armii. To co widać nie drażni Parkinsonem u operatorów kamer, ani zbytnią sztucznością wykreowanych przez mega komputery rzeczywistością.

Pod względem obsady w gruncie rzeczy nie ma, o czym już tu pisać, wszakże Bale został już zaakceptowany i stworzył swoją wersję komiksowej postaci, wyśmienicie się ogląda i słucha Michaela Caine’a jako Alfreda – jest po prostu genialny, wyśmienicie został wykorzystany jego już mocno zaawansowany wiek, będący atutem w tej roli. Jedyne ale mam do Anne Hathaway, jako Kobiety Kot. Ledwie kilkukrotnie widać, słychać i czuć, że to ta seksowna i niebezpieczna postać, którą świetnie pokazała Michelle Pfeiffer. Szkoda niewykorzystanego potencjału, wszakże Anne Hathaway warunki fizyczne posiada.

Wyśmienity kawałek kina popularnego, gdzie da się w tym samym czasie oglądać mega widowisko z budżetem z tak wieloma zerami, że budżet naszego kraju wysiada w przedbiegach, a jednocześnie da się ten film przeżywać i wczuwać w rolę głównego bohatera. Zdecydowanie najlepszy z Nolanowskiej trylogii Batmaniej obraz godzien uwagi każdego kinomana. Zdecydowanie warto ruszyć na ten film do kina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s