Dom nocny (2021) – czy to jawa, czy sen, czy to życie czy pustka

I znów miałem czas na kino, ale kino nie miało dla mnie czasu… Nawet za bardzo nie miałem wyboru, bo albo były grane rzeczy, które już widziałem, albo totalnie mnie nie nęcące kino familijne. Więc dobrze, że chociaż ten horror był o wcześniejszej porze to i skusiłem się. Pacholęciem będąc byłem mega fanem horrorów, jednak już od dziesiątków lat w tymże temacie nie szaleję jak niegdyś. Ale coby nie mówić, obejrzałem.

Film zaczyna się od prawdopodobnie powrotu ze stypy do znajdującego się na odludziu, żeby nie powiedzieć zadupiu nad jeziorem domu wybudowanego przez zmarłego męża. Po kilkunastu latach małżeństwa Beth została wdową, Owen palnął sobie w łeb w łódce. Wiadomo ciężkie chwile, puste miejsce w łóżku, nikt nie przytuli, nikt nie kocha… Smuteczek, drineczek, muzyczka, najebka i dzień następny. Powoli stara się przejść z tym hardcorem jakim jest śmierć najbliższej osoby, a do tego samobójcza, do porządku dziennego. Otoczenie ja wspiera, stara się pomóc – ale tutaj tylko ona może sobie z tym poradzić. Zaczyna od zebrania ciuchów i różnych rzeczy Owena, w trakcie trafia na dziwne opisy na szkicach własnoręcznie wybudowanego domu. I jak to tuż po śmierci – zdaje się jej, że słyszy ukochanego. Jako nauczycielka wraca do pracy, gdyż jest koniec roku i trzeba wystawić oceny. W trakcie tejże czynności przychodzi matka jednego z uczniów i zaczyna typowe duszenie, psioczenie itp. Beth nieco wybucha mówiąc o samobójstwie męża, które to było powodem nieobecności w szkole kilka dni, kiedy jej synalek miał wygłosić referat czy cokolwiek. Potem dochodzi do spotkania przy piwie, na którym wyjawia po wścibskim pytaniu Heather o pozostawionym przez samobójcę liściku… Jednak nie był on tak banalny jak to zwykle bywa, był lekko dziwny, żeby nie powiedzieć pojebany.

Element samobójstwa jako opcja horrorowa – nuda. Motyw świeżej wdowy, która czuje obecność zmarłego męża – nuda. Niejako rozmawia z nim – nuda. W snach dzieją się rzeczy mające wpływa na rzeczywistość – nuda. Zdarzenia, które ciężko stwierdzić głównemu bohaterowi w tym wypadku Beth, czy są prawdziwe – nuda. Wspaniała przyjaciółka pocieszająca ją po śmierci – nuda. Sąsiad, któremu kiedyś pomogła gdy sam przechodził ciężkie chwile po śmierci małżonki – nuda. Jedynie jeszcze nudniejszy motyw czyli odnalezienie zdjęcia obcej kobiety na telefonie męża był mniej nudny bo wiązał się z pewnym zwrotem akcji. Swoją drogą cały ten film był jakiś taki nudny… jedynym i bezsprzecznym atutem był tu utwór, który kilkukrotnie leciał z radia w domu podczas samotnych libacji, lub kontaktów pięćdziesiątego stopnia. Richard & Linda Thompson „The Calvary Cross” i ten element mogę bezsprzecznie polecić, bo utwór ma zajebisty klimacik, przynajmniej ta część, która była puszczana w filmie. A i nie chodzi o to, że te powtórzone nudne motywy razem musiały dać nudę, co to, to nie! Absolutnie i bezsprzecznie mogło to dać efekt kociołka Panoramixa – podkręcić na maksa i dać kopa. A wyszło jak wyszło.

Powolne prowadzenie akcji, mozolne budowanie obrazu co tu się stało, minimalizm umiejscowienia akcji jak i minimalna ilość postaci – wiele osób na to by narzekało, a ja dałem temu szansę. Powolne wychodzenie faktów, nieco naturalistyczny styl ukazania tego co się dzieje z główną bohaterką budowało klimat. Do tego brak tandetnego straszydła, które gdy ukazuje się już w pełni – mamy je w pełni w dupsztylu i się przestajemy bać. Tutaj brak też było tych sławetnych, nadużywanych we współczesnych horrorach dżamp skerów (jump scare’ów) i bardzo dobrze. Choć był moment, w którym dałem się zwieść i drgnąłem. Zabieg z sennym światem ułatwił twórcom zrobienie tego filmu w konwencji horroru, choć motyw już mocno nadwyrężony w kinie – tutaj dali radę. Szkoda, że nie poszli w lepsze studium depresji i związane z tym pogrążanie się w sobie, to zapadanie, co dopiero dałoby pole do popisu także aktorskiego. Ciężej byłoby rozpoznać co jest majaczeniem, co wyobrażeniem, a co niewygodną rzeczywistością. Także motyw, że tak naprawdę bywa, że nie znamy najbliższej nam osoby – stąd późniejsze zaskoczenie, że dochodzi do samobójstwa. Obca kobieta na zdjęciu i od razu założenie, że zdrada, dupa na boku itp. choć jest tylko zdjęcie… dalej nie będę rozkminiał by nie spoilerować, a może chce ktoś obejrzeć pomimo mego narzekania.

Na pewno ten film w sumie to taki horror zawiedzionych szans i spalonych ciekawych motywów, z których mógł powstać taki nawet nawet straszak. Tutaj zabrakło wejścia w liźnięte tematy głębiej niż tylko by się prześlizgnąć niczym gładki kawałek wędliny rzucony na grubo posmarowaną masłem kromkę pszennego pieczywa. I zaprawdę powiadam wam zapuśćcie sobie Richard & Linda Thompson „The Calvary Cross” https://www.youtube.com/watch?v=_UPGjSltrLU od 0:50 do 2:00 miodzio na uszy i za to dziękuję temu filmowi, że mogłem poznać ten kawałek.

2 uwagi do wpisu “Dom nocny (2021) – czy to jawa, czy sen, czy to życie czy pustka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s