Siedmiu samurajów (1954) – japoński western wszechczasów

indeks

Akira Kurosawa stworzył film, który nie będąc westernem zawiera w sobie istną kwintesencję tego gatunku. W późniejszym okresie dał kolejny popis przerabiając go z japońskiego na amerykański w filmie „Siedmiu wspaniałych”, który bazował na jego wcześniejszym pomyśle i scenariuszu i wreszcie był pełnoprawnym westernem.

Klepiący biedę chłopi postanawiają wynająć paru samurajów. Chcą ich nająć, aby ochronili ich wioskę przed bandytami, którzy cyklicznie napadają wieśniaków. Kilku rolników wyrusza do miasta w poszukiwaniu obrońców. Udaje się im namówić wprawionego w bojach samuraja, który sam rozpoczyna zaciąg kolejnych wojowników.

Toshiro Mifune pokazuje prawdziwie szaleńczy przebłysk geniuszu grając Kikuchiyo. Patrząc na jego wyczyny nikt nie ma wątpliwości, iż jest to prosty chłop udający samuraja i że poza dużym entuzjazmem i poczuciem humoru ma spore problemy emocjonalne. Tu pokazuje, że nie na darmo był ulubieńcem Kurosawy i często przez niego wsadzany na konie różnych postaci, bo wiedział że on da sobie radę.

Oglądając ciekawe widowisko mamy szansę przenieść się w czasie i ujrzeć jak wyglądała Japonia kilkaset lat temu. Na wyspach ważną rolę odgrywali samurajowie, którzy twardo trzymali się kodeksu bushido. Słowo „bushido” pochodzi od dwóch wyrazów: bushi – rycerz, samuraj oraz do – droga, nauka, sposób; po połączeniu znaczy tyle co droga samuraja, rycerza. Oprócz tego słowo to tłumaczone jest także jako powinność, moralność, oznaczać może również „moralność samuraja”, „etyka rycerza”. Jednak obok wielu zalet i przymiotów samurajowie mieli też zwykłe ludzkie wady. Ich wierność swemu panu byłą wręcz przysłowiowa – wykonywali polecenia swych władców bez jakichkolwiek zastrzeżeń i niezwykle skrupulatnie w typowo wschodnim często przesadnym stylu. Plebs jednocześnie bał się i ich szanował. Wiele odnajdziemy historii, gdzie samuraj jest istnym mentorem, sędzią i obrońcą uciśnionych. Twarde trzymanie się zasad było ważniejsze od ulotnego życia. Jednak tamtejsi władcy w społeczeństwach nieco owadzich (typu mrówki, pszczoły) w swym podchodzeniu do całości zawsze lubowali się w nadużywaniu swych wiernych poddanych i posyła ich do wielce niewdzięcznych prac jak – spacyfikowanie wsi, która nie płaci lenna czy wykończenie upierdliwego przeciwnika. Prosty lud musiał się jakoś bronić wiec chwytał sprzęt jaki miał pod ręką i w operowaniu nim starano się uzyskać jak największą zabójczość, szczególnie tak jak we współczesnej Polsce posiadanie broni często było zabronione i niedostępne. Wiele wschodnich sztuk walki tworzonych było w „podziemiu” jako odpowiedź na umiejętności bitewne samurajów. Do dziś adepci tych sztuk walki używają broni wywodzącej się ze sprzętów użytkowanych w zagrodach chłopskich – cepy, kije… Niektóre zostały zmodyfikowane specjalnie do wykańczania samurajów jak słynny nóż/sztylet sai posiadający trzy ostrza – dwa zewnętrzne krótkie i środkowe dłuższe. Służyło to temu, aby przybić stopę samuraja do ziemi i w ten sposób zmniejszyć jego mobilność, a co za tym idzie umiejętności walki.

Pomimo wielu lat na karku, film ten został zrobiony tak dobrze i posiada ponadczasowe wartości, że i dziś bez jakiejkolwiek żenady możemy zasiąść na kolejny seans i znów dobrze się przy nim bawić. Mieszanka samurajów, rycerskich opowieści i westernowej stylistyki wkomponowała się już w historię kinematografii światowej. Kurosawa w tym filmie połączył kultury wschodu i zachodu nie tylko zdobywając sobie fanów na całym globie, ale i poprzez połączenie motywów fabularnych, które spotykamy na całym świecie tworząc uniwersalną opowieść.

Niezwykłą sprawą było obejrzenie samurajów niejako od kuchni – ich codziennych obowiązków (choć nie takich znów codziennych zważywszy na okoliczności) sposobu życia, zachowania. Okazują się być bardziej ludzcy niż można to odczuć po lekturze wielu książek. Utarło się by ukazywać ich jako istne maszynki do zabijania, którzy to na skinienie palcem swego władcy zrobią wszystko. Ci tutaj to sympatyczni faceci, którzy zarabiają na chleb dzięki umiejętnościom walki.

Bardzo dobrze wypada też konfrontacja pomiędzy tymi wykształciuchami (samurajami), a ciemnogrodem (rolnicy). Okazuje się, że są do siebie mocno zrażeni, czuć wielowiekowe tradycje różnić klasowych jak i poczucia bycia kimś gorszym lub lepszym. Wieśniacy uważają rycerzy jako siłę nacisku, maszyny do zabijania traktujące prostych ludzi jak powietrze. Natomiast samurajowie czują, że wystarczy się tylko odwrócić by chłopi zajęli się tylko własnym tyłkiem pozostawiając na pastwę losu wszystkich poza własną rodziną. Poznają też dzięki Kikuchiyo ciemną stronę wieśniaków, którzy korzystają z toczących się ciągle wojen, jak się tylko da – dobijają rannych by potem ściągnąć z nich zbroje i odebrać broń, która w przyszłości może się przydać, lub da się ją przehandlować (w sumie nasi rodzimi rolnicy też wielokrotnie tak się zachowywali przy zrywach narodowych, powstaniami zwanymi). Takie pragmatyczne podejście do życia nie spotyka się z pozytywnym odbiorem, jednak samurajowie kierujący się kodeksem potrafią w imię wyższych celów (ratowania chłopów) przymknąć oko na te niecne uczynki z przeszłości i wykorzystać byłe zło do czynienia „dobra” – czyli uzbrojenia się tą zdobyczną bronią. Ciekawie wkomponowano wiele relacji międzyludzkich poza wspomnianym już wcześniej konfliktem pomiędzy chłopami, a samurajami odnajdziemy także watek miłosny oraz relacje uczeń – mistrz w wydaniu poważnym oraz uczeń – mistrz w wydaniu niepoważnym czyli Kikuchiyo i Yohei.

Znajdziemy tu też zwiastuny końca wschodniej sztuki prowadzenia wojny wraz z napływem broni palnej. Stracili na znaczeniu doskonale wyszkoleni indywidualni wojownicy uzbrojeni w miecze (a tak naprawdę szable, ale przyjęło się je bo japońskie nazywać mieczami), a zyskali prości żołnierze z karabinami. Obrona wsi przed rabusiami to takie ostatnie podrygi, kiedy to samurajowie toczą „równorzędną” walkę z przeciwnikiem.

Kurosawa umieścił w tym dziele sporo akcentów humorystycznych. W sytuacjach komediowych przoduje przede wszystkim Kikuchiyo grany przez Toshiro Mifune. Całe jego zachowanie, jazda na koniu czy szkolenie chłopów spokojnie można by umieścić w filmie o czysto rozrywkowym charakterze.

Film, który jest nie tylko ponadczasowy i świetnie łączy w sobie melodykę wschodnią z zachodnią, ale i stał się jednym z podstawowych elementów kinematografii jakie trzeba mieć zaliczone na koncie by móc o sobie mówi per kinomaniak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s