Faceci w czerni 3 (2012) – trzy razy gorzej

Cóż i na „Facetów w czerni” przyszła pora na 3D. Mieszanka ziemiańskich i kosmicznych odczynników znów zawitała na dużym ekranie. Powoli na kolejne tytuły przychodzi czas by pokazać swą twarz w trójwymiarze, taka moda. (przypominam pisane w roku premiery tegoż filmu) Tu i ówdzie słychać było różne głosy, przeważał jeden (szczególnie wśród pań) dla Willa pójdę do kina. Mnie akurat to zupełnie nie jara, ale jak się zobaczyło jedynkę, potem dwójkę to i część trzecią wypadało. Zwiastun już dawał jednoznaczne znaki… Ale o tym w kolejnych akapitach.

Z braku laku scenarzyści wykombinowali, iż agent K zostanie zabity w przeszłości przez podróżującego w czasie „super” łotra Borisa Zwierzaka. Ów typ podstępem wydostał się ze specjalnego więzienia na Księżycu i postanowił ruszyć w przeszłość by odegrać się za utraconą rękę. W pogoni za nim wyrusza agent J. Wszakże tylko on pamięta, że agent K nie umarł kilkadziesiąt lat temu.

Nie wiem zupełnie komu, poza przemysłem kinowym (bo bilety w cholerę drogie) jest potrzebne owe 3D, ani to takie fajne, ani to wnosi coś sensownie nowego. Wiadomo za to jedno, ostatnio filmy robi się w 3D tylko po to by efektem trójwymiarowości odwrócić uwagę od miałkości fabularnej. I tutaj widać to na każdym kroku. Pomysł z podróżą w czasie w filmie, w którym są miliardy różnych dziwnych ras szwendających się po Ziemi to jednoznaczne przyznanie się do braku jakiegokolwiek pomysłu na rozwinięcie fabuły ze znanymi już postaciami. Nawet pewne wyjaśnienie przeszłości naszych agentów K i J nie nadrabia ani odrobinę powstania tego badziewia. Tak, badziewia. Nie bójmy się tego powiedzieć. Jest to kolejny film, który tylko tym, że jest w 3D oraz odcinaniem kuponów od części pierwszej próbuje wciągnąć ludzi do sali kinowej. Jak jedynka była ciekawym połączeniem fantastyki i komedii, tak tu wszystko to leży i kwiczy. Bo jak na komedię to zupełnie nie jest zabawny, a jak na fantastykę to za dużo tu deus ex machina. Twórcy uznali chyba, że niezależnie od tego, co za barachło wytworzą to ludzie i tak obejrzą. Zupełnie nie było widać w tym filmie pomysłu. Każda scena sprawiała wrażenie dorobionej na siłę, byleby tylko zapchać czas. I tak jak „Faceci w Czerni 2” to była jakaś kpina z ciekawego pomysłu tajnej agentury trzymającej pieczę nad obcymi na naszej planecie, tak część trzecia to zupełna i nieprawdopodobnie duża porażka.

Nie zauważyłem tutaj żadnych pozytywnych akcentów poza rzucającą się w oczy seksapilem Nicole Scherzinger. Miło na nią popatrzeć. Ale przecież to nie jest film z serii „tylko dla dorosłych”, gdzie uroda aktorki wystarcza za wszystko! Wręcz nie mogłem patrzeć na Tommy Lee Jonesa, który wyglądał jakby za kilka chwil miał zejść z tego świata – i nie wiem czy winą za to należy obarczyć nadgryzienie zębem czasu, czy świadomością w jakim gnojowisku się tarza? Will stara się być cool, zabawny itd. ale było to jak oglądanie pod światło przetartej kliszy ze slajdami – stare, nie jare i męczące. Josh Brolin był tak sztywny, że widziałbym w nim kolejną odsłonę Terminatora.

Film był słaby, płaski, bez polotu i to tak bardzo, że aż nie chce mi się go bardziej objeżdżać. Bo co to za frajda grzebanie patykiem w odchodach, będzie tylko śmierdziało. Masz zamiar coś obejrzeć lekkiego, dla rozrywki? Omijaj ten tytuł szerokim łukiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s